Jesteś moim sercem, a bez serca nie potrafię żyć...

piątek, 15 marca 2013

Rozdział 4.

-Puść ją!- krzyknął w twarz Jacka nieznajomy.
-Ona jest teraz moja. I tak już zostanie. Odejdź stąd! – odparł ze spokojem w głosie Jack.
-Nie odejdę, rozumiesz?! Puść ją powiedziałem!- zdenerwowany chłopak uderzył napastnika w twarz tak mocno, że ten upadł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu.
Przerażona i zapłakana Bella uwolniła się z rąk Jacka. Zaczęła biec przed siebie. Jak najdalej stąd. W pewnym momencie nie mając już sił na dalszą ucieczkę, zatrzymała się przy jednym z drzew i osunęła się na nim, chowając w dłonie mokrą od łez twarz. Była zła sama na siebie. „Jak mogłaś być taka głupia?!” Nagle usłyszała szelest liści. Ktoś szedł w jej stronę. Przestraszona wstrzymała oddech z nadzieją, że jej nie zauważy. Jej serce zaczęło szybciej bić, a głos w jej głowie powtarzał: „uciekaj”. Cicho wstała i chciała biec dalej. I nagle ktoś złapał ją za ramię, a ciarki przeszły jej po całym ciele.
- Zostaw mnie!- krzyknęła błagalnym głosem Bella.
- To ja. Nie bój się, już wszystko dobrze. Nie płacz, proszę. – rzekł chłopak, który uratował ją przed Jackiem.
- Dziękuję za pomoc. Ale to za mało. Nie wiem jak ci dziękować.- cichym i już spokojniejszym głosem odparła Bella.
- Nie masz za co. Idź do domu i odpocznij. – uśmiechnął się do niej.
- Dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
-Pozwolisz, abym cię odprowadził? – zapytał z uśmiechem chłopak.
- Jeżeli chcesz..
- Będziesz bezpieczniejsza. Chodźmy już.
- Dobrze..
Oboje ruszyli w stronę domu pani Bruce. Nieznajomy szedł cicho obok Belli. Nie odzywał się do niej. Wiedział, że to dla niej trudne. Jedynym gestem wykonanym ku dziewczynie było tylko podanie jej chusteczek, aby otarła łzy.
- To tu, dziękuję. – rzekła Bella, delikatnie podnosząc kąciki ust.
- Naprawdę nie masz za co. Śpij dobrze. – uśmiechnął się i odszedł.
Bella weszła do domu. Zdjęła buty i poszła do pokoju babci.
- Co się stało kochanie? – zapytała pani Bruce na widok tak zapłakanej wnuczki.
- Kocham cię babciu.- Bella mocno przytuliła się do babci.
- No już dobrze Bello. Wiem, co się stało.. Nie pytaj skąd. Idź się połóż. Już wszystko dobrze. Ten cały Jack już jest przesłuchiwany przez policję i na pewno szybko nie wyjdzie na wolność. Jesteś bezpieczna. Tylko się już nie martw. – pogładziła po włosach Bellę pani Bruce.
- Dziękuję babciu. Dobranoc. – ucałowała starszą kobietę w policzek i poszła się wykąpać. Teraz już nic jej nie groziło. Babcia była dla niej jak Anioł Stróż.Po niecałej godzinie wyszła z łazienki i położyła się do łóżka. Nie myślała już o tym, co zaszło w parku. Chciała zapomnieć i żyć tak, jak dotychczas. Babcia zawsze powtarzała jej, że jest silną dziewczyną. A nikt nie znał Belli tak dobrze jak ona. Łagodna twarz pani Bruce pomagała Belli zapomnieć o tym, co złe. Nauczyła ją kochać innych. Nieważne, czy byli jej przyjaciółmi, czy wrogami. Nie pozwalała jej żyć przeszłością i rozgrzebywać złe wspomnienia. Ważne jest to, co dzieje się teraz.Jeden fakt nie pozwalał jej teraz zasnąć. Kim był chłopak, który ją uratował? Jednak nastolatka przegrała zezmęczeniem i po chwili zasnęła.
Następnego dnia, z samego rana Jessie nieświadoma wydarzeniami z poprzedniego wieczoru, przyszła do przyjaciółki. Bella jeszcze spała, ale pani Bruce wpuściła dziewczynę do domu, upominając ją o wczorajszych wydarzeniach. Jessie położyła się obok śpiącej przyjaciółki i mocno się do niej przytuliła. Tym ciepłym gestem Jessie obudziła Bellę. Ta przetarła oczy i przeciągnęła się.
-Witam śpiącą królewnę. – z szerokim na twarzy uśmiechem powiedziała Jessie.
- No cześć. – odwzajemniła gest.
- Jak się spało? No i jak się w ogóle czujesz? – zapytała zatroskana Jessie.
- Dobrze się spało. I czuję się też dobrze. Potraktuję to po prostu jak zły sen.
- I za to cię kocham. Pomimo tylu przeciwności ty nadal jesteś szczęśliwa i uśmiechnięta. – powiedziała pod wrażeniem Jess. – Następnym razem idę z tobą i nawet nie próbuj się sprzeciwiać. Twoja babcia mówiła coś o jakimś chłopaku co cię uratował.. Jak ma na imię? – spytała jednoznacznie.
- Dzięki. A ten chłopak.. – zamyśliła się chwilę Bella. – Zapomniałam go zapytać o imię..
- Oj Bella, Bella. Na pewno go jeszcze spotkamy.
Rozmowę przyjaciółek przerwała babcia, która miłym głosem zawołała je na śniadanie. Głodne dziewczyny od razu zeszły na dół i zjadły pysze kanapki pani Bruce. Po skończonym posiłku Bella ubrała się, a po krótkiej chwili Jess zabrała ją do kina na jakąś komedię, aby trochę się wyluzować. Po udanym seansie poszły każda w stronę swojego domu.Jess chciała być teraz sama, chciała odpocząć i przemyśleć jeszcze raz sytuację z Mattem. Nie chciała niszczyć tak pięknej przyjaźni. Jednocześnie nie mogła go dłużej ranić. Zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo mu na niej zależy, że ją kocha. To mocne słowa. Kochać to coś pięknego. Ale gdyby nie wyszło nie miała pewności, że Matt będzie mógł nadal znieść jej towarzystwo. To ciężki okres w życiu Jess. Musiała ze spokojem do tego podejść. W tym czasie Bella dochodząc już do domu zauważyła, że jakiś chłopak siedzi na schodach prowadzących do mieszkania. Gdy była już trochę bliżej rozpoznała go. Rozpoznała osobę, która uratowała ją przez Jackiem. Wzięła głęboki oddech i usiadła obok niego.
- Cześć. - zaczął nieznajomy.
- Cześć. – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy Bella. – Co tutaj robisz?
- Chciałem Cię znów zobaczyć.
- To miłe. – zarumieniła się. – Yy, tak w ogóle to Bella jestem.- wyciągnęła dłoń w stronę chłopaka.
- Piękne imię. Ja jestem Max. – podał rękę dziewczynie.
- Nie przesadzaj.. Może wejdziesz do środka? – zapytała Bella, wstając i lekko łapiąc za klamkę.
- Mam lepszy pomysł. Może dasz się porwać na spacer? – wyszczerzył się.
- Z chęcią. – szeroko się uśmiechnęła.
Max zabrał Bellę na lody. Chłopak nie czuł się sobą przy dziewczynie. Ona chyba zresztą też. Cały czas starał się rozluźnić sytuację. W pewnym momencie Bella poczuła, że może mu zaufać. Przecież uratował jej życie, nie oczekując niczego w zamian. Zaczęła opowiadać mu o wszystkim. Max czasem nawet jej nie słuchał, tylko przyglądał się Belli. Oboje nie wiedzieli jak ten czas szybko zleciał. Było późno i ciemno. Max nie chcąc narażać koleżanki na niebezpieczeństwo, odprowadził ją do samych drzwi. Ku zaskoczeniu Belli Max mocno ją przytulił, a ta dopiero wtedy poczuła ogromną wdzięczność i ciepło. Uśmiechnęła się, podziękowała za mile spędzony czas i weszła do domu. Jak zawsze najpierw chciała zajrzeć do pokoju babci. Otwierając drzwi nie spodziewała się takiego widoku..

7 komentarzy:

  1. świetne. nie mogę się doczekać co będzie z Jessie i Mattem. będą razem? ciekawa taka miłość z przyjaźni. a z drugiej strony ryzykować przyjaźń to duże ryzyko. no ale zobaczymy co wymyślisz. a co Bella zobaczy w domu ? ojj robi się ciekawie. czekamy na następny! : )))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W weekend postaram się dodac kolejny rozdział więc troche rzeczy się wyjaśni ;D

      Usuń
  2. Tak ja też jestem ciekawa czy Jessie i Matt będą razem :)
    I nakrzyczę na Ciebie za tą końcówkę. NO JAK MOGŁAŚ TAK ZAKOŃCZYĆ? Kurde noo :D
    Rozdział świetny:) czekam na nexta, pozdrawiam Asiek :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne, świetne, świetne i jeszcze raz świetne! Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  4. afdjsladhakajdybau świeeetne *___* ale że jakiego widoku sie nie spodziewała? :OO no jak można kończyć w takim momencie XD czekam na nastepny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. właśnie xd dlaczego w takim momencie ?! haha :D Dawa następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. i znowu w takim momencie :P super

    OdpowiedzUsuń