Jesteś moim sercem, a bez serca nie potrafię żyć...

sobota, 20 kwietnia 2013

UWAGA !


NOWY BLOG



Założyłyśmy nowego bloga tak jak mówiłyśmy. Zapraszamy na niego i zachęcamy do komentowania. Mamy nadzieje, że się spodoba <3







wtorek, 16 kwietnia 2013

Epilog.


* rok później *


Minął już rok od tragicznej śmierci Maxa. Bella nie mogąc pogodzić się z utratą najważniejszej dla niej osoby zaczęła brać narkotyki. W połowie października odeszła z tego świata. Teraz razem z Maxem i ukochaną babcią są razem, tam na górzeNa pewno jest im tam lepiej niż tutaj. Na pewno są szczęśliwi. Bella pomimo obietnicy danej Maxowi w ostatnich chwilach jego życia, nie potrafiła dłużej żyć bez niego. Bez jego uśmiechu, dotyku. Chyba widział jak cierpi. Dlateg
o też zabrał ją do siebie.Jessie siedziała na cmentarzu i wpatrywała się w nagrobek z napisem "Bella Bruce". Widać było, że już jest lepiej. Znów czuje ciepło w sercu, a co najważniejsze znów jest szczęśliwa. A wszystko dzięki Louisowi, który czujnie nad nią czuwa. To jeden z jego obowiązków, w końcu byli razem od miesiąca.Teraz Jessie uczęszcza do liceum, do którego zawsze chciała iść ze swoją przyjaciółką. Zakończyła 1. klasę z bardzo dobrymi wynikami. Codziennie z Louisem odwiedzają swoich przyjaciół na cmentarzu, tak jak i w tej chwili. Czują, że oni nadal są z nimi i na zawsze już pozostaną. 





Żyj tak, jakby każdy dzień miałby być Twoim ostatnim. Tylko od Ciebie zależy jak będzie wyglądało Twoje życie tylko od Ciebie zależy, czy będziesz kiedykolwiek szczęśliwy. Doceniaj to, co masz. Zawsze doceniaj ludzi, którzy są przy Tobie na dobre i na złe. Zawsze..

________


To już ostatni rozdział. To był nasz pierwszy blog i nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale w krótkim czasie powstanie nowy. Mamy nadzieję, że będzie on lepszy od tego. Dziękujemy za wszystkie komentarze i wyświetlenia <3.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 13.

Louis biegł tak szybko, że nawet nie zauważył, że Bella próbuje go doścignąć. Po 20 minutach bezcelowego biegu zatrzymał się w parku, gdzie zawsze spotykali się ze znajomymi. Był to zamiejski park położony nad rozlewiskiem jezior. Idąc po jednym z pomostów dostrzegł siedzącą Jessie. Podszedłszy ujrzał jak po jej policzku spływa jedna gorzka łza. Chłopak doskonale wiedział co, a raczej kto jest autorem jej łez. Nic nie mówiąc podszedł do dziewczyny szybkim i zdecydowanym krokiem, przytulił ją mocno do siebie, po czym cicho wyszeptał: „nie jest wart”. Jessie gorzko zapłakała, nie docierało do niej, jak ktoś, kogo darzyła tak wielkim uczuciem i zaufaniem zawiódł ją. Louis dobrze wiedział, co ma zrobić w tej sytuacji.. towarzyszyć jej. Razem siedzieli tam przez chwilę w nienaruszonej ciszy. Jedynie odgłos delikatnych fal uderzających o bale pomostu zagłuszały nieco ciszę. Ostatecznie przerwały ją kroki Belli. Widząc stan przyjaciółki i brata, który trzymając w ramionach Jessie w ramionach zapomniał o wszystkim. Stanęła tak w bezruchu i przyglądała się im. Po chwili odurzony jakby wonią sierpniowego jaśminu, Louis odwrócił się i lekko zagubionym wzrokiem spojrzał na siostrę.
- Cześć.- rzuciła niepewnym głosem.
- Cześć, mała.- odpowiedział wyrwany ze swoich przemyśleń.
- Musimy ją stąd zabrać, Louis.
- Wiem, musimy. Chodźmy już.
Wstał, podniósł Jessie i razem ruszyli pomostem na ląd. Po niespełna 15 minutach byli już w domu Jessie. Drzwi otworzyła im jej przerażona matka.
- Dziękuję.- szepnęła, chwytając córkę pod rękę jednocześnie zamykając drzwi.
Bella z Louisem w drodze do domu jeszcze długo rozmawiali o tym, co się wydarzyło tego dnia. Wtedy Bella przypomniała sobie, że w pośpiechu zupełnie zapomniała o Maxie, który sam został w domu. Przyśpieszając kroku weszła do domu, zamykając drzwi przed nosem brata. Światła były zgaszone, a w domu panowała martwa cisza.
- Maax! – krzyknęła Bella. – Max, jesteś?
Jednak nikt nie odpowiadał.
Wyszła z domu i rozejrzała się za chłopakiem. Nigdzie go nie było. Postanowiła, że pospaceruje po Londynie z nadzieją, że gdzieś go znajdzie. Po dłuższym chodzeniu po różnych długich uliczkach, zrezygnowana udała się w stronę domu. Tak idąc w oddali jej oczom ukazał się nikt inny, tylko sam Max. Od razu chciała do niego podbiec i przytulic go mocno do siebie. Idąc krok w krok za nim omijając szkaradne kałuże po deszczu, zawołała go. Chłopak idący po opustoszałej ulicy, odwrócił się. Dziewczyna podniosła rękę chcąc pomachać Maxowi, kiedy zza rogu wyjechał samochód. Usłyszała tylko pisk opon i huk który rozniósł się po mokrej drodze. Stała jak wryta przyglądając się dokładnie wszystkiemu, ktoś wybiega z auta, krzyczy, po ruchach widać ze był zdenerwowany. Panika opanowała całe jego ciało. Po chwili wsiada w samochód. Odjeżdża. Bella zamarła. Na tej samej drodze leżał Max w kałuży krwi. Jednym energicznym ruchem wybiegła na drogę ze łzami w oczach. Upadła na kolana tak ciężko, ze czuła jak kamienie z wybrukowanej ulicy wrzynają się jej w skórę. Patrzyła na jego bladą twarz i sine ręce. Przez łzy łkała ~Max nie rób mi tego. Proszę, nie zostawiaj mnie. Kocham Cię, umrę bez Ciebie.. ~. Uchylił delikatnie powieki. Serce dziewczyny kroiło się na miliard kawałków, kiedy patrzyła jak chłopak zwija się z bólu. Drżącymi dłońmi sięgnęła do tylnej kieszeni spodni i wyjęła telefon. Wykręcając numer , spojrzała na Maxa i wykrztusiła ~już jadą skarbie, patrz na mnie~. Ostatkami sił chłopak złapał ją za rękę i powiedział słowa, które dziewczyna pamiętała do końca. ~Bella dla mnie to już koniec ale obiecaj mi ze będziesz szczęśliwa, ze będziesz żyć tak jak by każdy dzień miałby być twoim ostatnim. Proszę Cię tylko o to. Kocham Cię mała~. Po tych słowach chłopak przymrużył oczy a uścisk jego dłoni na ręce Belli nagle się rozluźnił. Odszedł. Odszedł na zawsze. Twarz dziewczyny zalała się potokiem łez. Wiedziała, że już nigdy nie stanie w jej drzwiach uśmiechnięty na jej widok. Już nigdy nie powie jak bardzo tęskni i jak bardzo ją kocha. Ale wiedziała jedno.. Ze będzie zawsze przy niej. Może nie ciałem. Nie duchem. Ale przynajmniej częścią siebie. W jej sercu.



______

Rozdział autorstwa Anioła Stróża. Dziękujemy bardzo za pomoc, pomysł i stracony czas na pisanie <3

Mamy nadzieję że rozdział się podoba i dziękujemy za komentarze :) Niedługo opowiadanie dobiegnie końca. ale w planach jest już kolejne. 

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 12.

Szybko zniknęła z oczu Matta i pobiegła uliczką prowadzącą do domu Harrego, najlepszego przyjaciela Matta. „Może on wie kim jest tajemnicza dziewczyna?”- pomyślała. Od drzwi dzieliły ją już tylko dwa kroki. W końcu się odważyła i cicho zapukała. Drzwi szybko otworzył jej Harry trochę zdziwiony niespodziewanym gościem.
- Co ty tutaj robisz o tak późnej porze?- zapytał drżącym i niepewnym głosem.
- Cześć tak w ogóle. Chciałam porozmawiać, ale jeśli przeszkadzam to przyjdę kiedy indziej. –odsunęła się.
- Nie, nie.- przerwał jej szybko.- Wejdź, i tak jestem sam.- pociągnął dziewczynę za rękę, zamknął drzwi i zaprowadził do pokoju.- No to o czym chciałaś ze mną pomówić?
- No bo jest taka sprawa. Chodzi o Matta..
- Coś z nim nie tak?- wtrącił się. – Proszę, częstuj się.- podsunął jej miseczkę z cukierkami.
- No tak.. Widzisz.. my już od jakiegoś czasu nie jesteśmy razem, ale pewnie o tym wiesz. Dzisiaj, po tygodniu ciszy, przyszedł do mnie i przeprosił za wszystko, zarzekając się, że nadal mnie kocha. Ale chciałam to wszystko przemyśleć, pomimo, że nadal coś do niego czuję. Myślałam, że o tym wie.. A potem poszedł. Przez okno zauważyłam, że czule wita się z jakąś dziewczyną. No i właśnie w tej sprawie tutaj jestem. Matt nic ci o niej nie wspominał? Wiem, że jesteście przyjaciółmi i dużo o sobie wiecie. Jeśli to jakaś tajemnica to zrozumiem, ale proszę pomóż mi. Ja go nadal kocham..
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi. Za nimi stał zdyszany Matt. Harry zupełnie zapominając o gościu zaprosił przyjaciela do kuchni. Jessie usłyszawszy głos byłego chłopaka uchyliła lekko drzwi, by móc słyszeć ich rozmowę. Jej serce zamarło, oddech był jakby dużo szybszy.
- Harry.. Ja już dłużej tak nie mogę. Nie mogę okłamywać Jessie..
- Jak to okłamywać?- zapytał zdziwiony.
- Nie kocham jej. Właściwie to nigdy jej nie kochałem. Może to było tylko zauroczenie? A może byłem z nią z litości? Tak bardzo było mi jej szkoda, gdy Tom ją zdradził. Nie umiem dłużej ranić samego siebie. I jej też nie mogę dłużej okłamywać. Znasz już Perry. Od paru dni jesteśmy razem. Czuję się przy niej taki szczęśliwy. Ale to mało ważne. Wyjeżdżam. Tata dostał propozycję pracy we Francji. Wyprowadzamy się do Paryża. Tam właśnie mieszka Perry. Jej rodzice mają firmę, która jest zaprzyjaźniona z firmą moich rodziców. Perry przyjechała tu, aby pomóc mi się spakować i umilić podróż.
- Czy ty słyszysz co ty mówisz, Matt?! Jak ty to sobie wyobrażasz? Co będzie z Jessie? Pomyślałeś może o niej i o tym co będzie czuła?- zaczął krzyczeć na przyjaciela.
- Tak będzie dla niej najlepiej. Znajdzie kogoś, kto naprawdę ją pokocha. Ja ją tylko raniłem. Jutro rano mamy samolot. I mam do ciebie prośbę..
- No jaką?- zapytał, nie ukrywając złości.
- Zaopiekuj się Jess i dopilnuj, żeby nie zrobiła żadnego głupstwa.
- O to nie musisz się bać. Na pewno będę dla niej lepszym opiekunem niż ty.
- Dziękuję w takim razie. Odezwij się kiedyś do mnie, przyjacielu. Żegnaj, Harry. – ze łzami w oczach uścisnął przyjaciela i wyszedł.
Harry nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał z ust przyjaciela. Szybko jednak przypomniał sobie o Jessie i pobiegł do niej. Zastał ją stojącą przy oknie. Wzrokiem ostatni raz odprowadzała Matta do domu.
- Słyszałaś? – zapytał z troską w głosie.
- Słyszałam. Lepiej już pójdę. Niepotrzebnie przychodziłam. Dobranoc. – rzuciła na pożegnanie i opuściła dom Harrego.
Idąc uliczką zadzwoniła do mamy i powiadomiła ją, że noc spędzi u przyjaciółki. Chciała sobie oszczędzić pytań ze strony rodziców. Udała się do domu Belli. Weszła jak zwykle, bez pukania. Zamykając drzwi zobaczyła Louisa, który uśmiechnął się do niej na powitanie.
- Bella z Maxem oglądają film, chodź do mnie, jeśli chcesz, porozmawiamy. – otworzył drzwi od swojego pokoju.
- Dzięki. W sumie masz rację, nie będę zawracała jej głowy swoimi problemami. Jest szczęśliwa. – westchnęła.
- No wiesz.. ma do tego prawo. Wiele przeszła. Powiesz mi co się stało, czy nie pytać?
- Nie pytaj..
- Jak wolisz. – uśmiechnął się delikatnie.
- Mogę u was przenocować?
- No jasne! Zaraz uszykuje ci pościel. – wyszczerzył się. – Może jesteś głodna?
- Nie, nie. Położę się już, dzięki.
- Dobranoc Jessie. – powiedział spokojnym głosem, zgasił światło i opuścił pokój.
Bella i Max oglądali jakiś horror. W sumie to Max sam patrzył w ekran. Bella siedziała wtulona w chłopaka i zakrywała dłońmi twarz. Po skończonym seansie oboje położyli się do spania. Wtuleni w siebie zasnęli.
Wczesnym rankiem Louis zaniepokojony stanem Jessie, zajrzał do pokoju, w którym spała dziewczyna, ale pokój był pusty. Po Jessie nie było śladu. Na stoliku nocnym ujrzał tylko białą kopertę. Otworzył ją i wyjął z niej list od Jessie:
Kochani przyjaciele..
Chciałam wam za wszystko podziękować. Za opiekę, troskę, miłość i przyjaźń. Dziękuję za wszystkie chwile spędzone z wami, ale ja już nie daję rady, pomimo tego, że mam was. Teraz moje życie nie ma najmniejszego sensu. Straciłam wszystko, na czym mi zależało. Nie mam już dla kogo żyć, dla kogo oddychać. Najlepiej będzie jak umrę. Wtedy nie będę nikomu przeszkadzać, nie będę nikomu stać na drodze do szczęścia. Proszę, nie załamujcie się tym, że mnie już z wami nie będzie. Uwierzcie, tak będzie najlepiej. Jeszcze raz za wszystko z całego serca dziękuję. Bądźcie szczęśliwi. Żegnajcie. Na zawsze..
Wasza Jessie

Louis przerażony tym, co przeczytał szybko schował list do kieszeni i zdenerwowany wybiegł z domu. Teraz liczyła się tylko Jessie. Musiał ją natychmiast znaleźć, inaczej mogła już nie żyć.. 


____

Kolejny rozdział ! Mamy nadzieje że się spodoba :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 11.

Do Matta podeszła niska, szczupła brunetka. Pocałowała go w policzek i trzymając się za ręce odeszli w stronę domu chłopaka. Oczy Jessie zaszkliły się. Kochała go najmocniej na świecie i zrobiłaby dla niego wszystko. Opierając się o ścianę, osunęła się na ziemię a jej serce pękło na milion drobnych kawałków. Straciła sens życia, ukochaną osobę. W tamtej chwili chciała zniknąć z tego okrutnego świata. Nie mogła pojąć dlaczego będąc u niej powiedział, że chce spróbować raz jeszcze. Ręce jej drżały, a łzy nie przestawały płynąc z jej oczu. Usłyszała ciche pukanie do pokoju.
- Można ? - usłyszała głos Toma zza drzwi.
Nie miała siły odpowiedzieć. Cały czas płakała. Do pokoju wszedł Tom.
- Jessie, co się stało ? - podszedł do niej i ją przytulił. Jednak ona nic mu nie powiedziała. Była zbyt zmęczona tym wszystkim.
- Jessie ... pamiętaj, że cię kocham i zawszę będę. Wiem, że źle wtedy postąpiłem, ale dla mnie najważniejsze jest twoje szczęście ... ja nie będę już nigdy w pełni szczęśliwy, ale ty masz taką szansę.
- Czyli, że ja jestem przeszkodą do twojego szczęścia ?
- Nie jesteś przeszkodą do mojego szczęścia. Ty jesteś tym szczęściem, a przeszkody utrudniają mi bycie z tobą.
- Przepraszam.
- Ty nie masz za co. Może tak musi być ?
- Jak ?
- Tak, że ty będziesz szczęśliwa z kimś innym, np. z Mattem. - na te słowa dziewczyna na nowo się rozpłakała. - a jeżeli ty będziesz szczęśliwa. ja również będę. - po tych słowach pocałował ją w czoło. a ona w jego ramionach zasnęła.
Chłopak położył ją na łóżku i przykrył kołdrą. Spojrzał na miłość swojego życia i udał się do domu.



Rano Belle obudził sms:

" Witam księżniczkę ;* Spotkajmy się o 12 w parku tam gdzie zawsze. "

Bella z uśmiecham na ustach szybko odpisała :

" Cześć;* Pewnie, tylko się nie spóźnij jak ostatnio ;p "

Dostała odpowiedź :

" Obiecuje będę na czas ;D"

Dziewczyna odłożyła telefon na stolik i patrząc na godzinę szybko zerwała się z łóżka. Była 10:30, więc nie miała zbyt dużo czasu na przygotowanie się. Szybko wzięła prysznic i ubrała się w czarne spodenki, jasnoniebieską koszulkę i czarne Vansy. Na śniadanie zjadła płatki. Właśnie miała wychodzić, kiedy usłyszała głos brata :
- Gdzie ty tak wcześnie już biegniesz ?
- Idę, to po pierwsze, a po drugie jest 11:30 więc jakie wcześnie ?!
- Dla mnie to noc, mała - mówiąc to pokazał jej język. Bella rzuciła w niego jego butem trafiając go w brzuch.
- Oooo nie, za to musi być kara - zaśmiał się.
Na te słowa Bella szybko wybiegła z domu i skierowała się w stronę parku. Już z daleka zauważyła Maxa. Siedział pochylony do przodu, a palce u dłoni miał splecione. Parzył przed siebie. Widać było, że nad czymś rozmyśla.
- Ooo, widzę, że ktoś się nie spóźnił - zaśmiała się Bella.
- No wiesz, nie nałożyłem makijażu dlatego jestem wcześniej - powiedział sarkastycznie. 
- Okej, no to o czym chcesz pogadać ?
- Ja ?
- No a kto ? To ty mnie wyciągnąłeś z samego rana z domu, więc jakiś powód musi być...
- No bo jest ...
Przez chwilę była tylko głucha cisza, która krępowała ich obu. Dziewczyna nie wiedziała o co mu chodzi. W głowie miała setki scenariuszy, spodziewała się najgorszego. Po chwili Max przerwał jej przemyślenia.
- Wiesz, że ... że jesteś dla mnie bardzo ważna ..
- Tak, wiem.
- Nie przerywaj mi, proszę, bo to nie jest dla mnie łatwe ... - wziął głębszy oddech - Wtedy w parku kiedy usłyszałem twój krzyk i cię broniłem wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Zmartwiłem się kiedy uciekłaś. Po tym jak cię odnalazłem wiedziałem, że nie mogę pozwolić aby kolejny raz to się stało, żebyś była w niebezpieczeństwie. Teraz wiem, że zawsze chcę cię bronić. Na początku myślałem " to tylko chwilowe " , ale zdałem sobie sprawę, że wcale tak nie jest. Kocham Cię... tak bardzo Cię kocham. Chciałabyś być ze mną? Oczywiście ja się nie narzucam, zrozumiem jeśli ty nie czujesz do mnie tego, co ja czuję do ciebie. - chłopak spojrzał w oczy dziewczyny.
Bella czuła, że Max mówił szczerze i bardzo pragnie aby stali się kimś więcej niż przyjaciółmi. Jednak odczuwała obawy. Co jeśli ich związek nie przetrwa ? Czy to ma sens ? Czy warto ryzykować tak wiele ? te i inna pytania brzmiały w jej głowie.
- Max ja ... - głos jej zamarł, wzięła głębszy oddech – Tak, kocham Cię Max. - powiedziała ledwo słyszalnie.
Chłopak uśmiechnął się do niej i mocno przytulił.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę.
Po tym wydarzeniu oboje postanowili iść coś zjeść. Podczas spaceru dużo rozmawiali. a wszelkie obawy Belli gdzieś zniknęły. W końcu poczuła się kochana i szczęśliwa.


Jessie obudziła się kompletnie zdezorientowana. W głowie miała chaos, a serce nadal krwawiło. Próbowała wszystko zrozumieć i wyjaśnić wczorajsze zachowanie chłopaka. Mimo wszystko nie mogła znaleźć racjonalnego wyjaśnienia. Przed oczyma miała ich wspólne wspomnienia te dobre, jak i te złe. Wszystkie miały ogromną wartość, bo przeżyła je z osobą, którą tak kocha i która tak ją zraniła. Dziewczyna wstała i wzięła prysznic. Włączyła głośno muzykę (piosenka) Założyła luźne, stare a zarazem ulubione dresy i koszulkę jej ulubionego zespołu -Metallici. Z dolnej szuflady wyjęła duże pudełko i na nowo z jej oczu popłynęły łzy. Znajdowały się tam jej wszystkie przeżycia. Zdjęcia z Mattem, małe przedmioty przypominające jej go. Siedziała tak dobrą godzinę po czym powiedziała do samej siebie :

- Dość ! Nie będę się użalać ! Obiecałam, że będę silna i taka będę.
Mimo tych słów w środku nadal rozpaczała. Chciała się teraz znaleźć w jego ramionach, poczuć smak jego delikatnych i słodkich ust. Zaciągnąć się wonią jego perfum, które tak uwielbiała. Nie mogła przekreślić tylu lat spędzonych z nim, potrzebowała czasu aby rany się zagoiły. Jeżeli kiedykolwiek to się stanie.
Jessie wstała, ubrała rurki i wyszła z domu. Nie wiedziała gdzie idzie. Nogi zaniosły ją przed dom Matta. Stanęła naprzeciwko i myślała jak to teraz będzie. W tej chwili z domu wyszedł Matt z ową brunetką, przez którą wszystko się skończyło. Widziała, że chłopak woła jej imię i idzie w jej stronę. Ona jednak po chwili namysłu zmieniła swoje dotychczasowe plany.. 


_________


Kolejny rozdział mamy nadzieje, że się spodoba ;D Dziękujemy za komentarze i liczymy na kolejne bo to motywuję do pracy :) 


W rozdziale jest nawiązanie do Metalliki więc ich zdjęcie :