Jesteś moim sercem, a bez serca nie potrafię żyć...

czwartek, 11 lipca 2013

UWAGA UWAGA !!



Powstał nowy blog na który zapraszamy. 

Opowiada historię Justina i Rose. Czy przetrwają wszystko u czy między nimi zrodzi się uczucie ? Tego dowiecie się na blogu: 

sobota, 20 kwietnia 2013

UWAGA !


NOWY BLOG



Założyłyśmy nowego bloga tak jak mówiłyśmy. Zapraszamy na niego i zachęcamy do komentowania. Mamy nadzieje, że się spodoba <3







wtorek, 16 kwietnia 2013

Epilog.


* rok później *


Minął już rok od tragicznej śmierci Maxa. Bella nie mogąc pogodzić się z utratą najważniejszej dla niej osoby zaczęła brać narkotyki. W połowie października odeszła z tego świata. Teraz razem z Maxem i ukochaną babcią są razem, tam na górzeNa pewno jest im tam lepiej niż tutaj. Na pewno są szczęśliwi. Bella pomimo obietnicy danej Maxowi w ostatnich chwilach jego życia, nie potrafiła dłużej żyć bez niego. Bez jego uśmiechu, dotyku. Chyba widział jak cierpi. Dlateg
o też zabrał ją do siebie.Jessie siedziała na cmentarzu i wpatrywała się w nagrobek z napisem "Bella Bruce". Widać było, że już jest lepiej. Znów czuje ciepło w sercu, a co najważniejsze znów jest szczęśliwa. A wszystko dzięki Louisowi, który czujnie nad nią czuwa. To jeden z jego obowiązków, w końcu byli razem od miesiąca.Teraz Jessie uczęszcza do liceum, do którego zawsze chciała iść ze swoją przyjaciółką. Zakończyła 1. klasę z bardzo dobrymi wynikami. Codziennie z Louisem odwiedzają swoich przyjaciół na cmentarzu, tak jak i w tej chwili. Czują, że oni nadal są z nimi i na zawsze już pozostaną. 





Żyj tak, jakby każdy dzień miałby być Twoim ostatnim. Tylko od Ciebie zależy jak będzie wyglądało Twoje życie tylko od Ciebie zależy, czy będziesz kiedykolwiek szczęśliwy. Doceniaj to, co masz. Zawsze doceniaj ludzi, którzy są przy Tobie na dobre i na złe. Zawsze..

________


To już ostatni rozdział. To był nasz pierwszy blog i nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale w krótkim czasie powstanie nowy. Mamy nadzieję, że będzie on lepszy od tego. Dziękujemy za wszystkie komentarze i wyświetlenia <3.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 13.

Louis biegł tak szybko, że nawet nie zauważył, że Bella próbuje go doścignąć. Po 20 minutach bezcelowego biegu zatrzymał się w parku, gdzie zawsze spotykali się ze znajomymi. Był to zamiejski park położony nad rozlewiskiem jezior. Idąc po jednym z pomostów dostrzegł siedzącą Jessie. Podszedłszy ujrzał jak po jej policzku spływa jedna gorzka łza. Chłopak doskonale wiedział co, a raczej kto jest autorem jej łez. Nic nie mówiąc podszedł do dziewczyny szybkim i zdecydowanym krokiem, przytulił ją mocno do siebie, po czym cicho wyszeptał: „nie jest wart”. Jessie gorzko zapłakała, nie docierało do niej, jak ktoś, kogo darzyła tak wielkim uczuciem i zaufaniem zawiódł ją. Louis dobrze wiedział, co ma zrobić w tej sytuacji.. towarzyszyć jej. Razem siedzieli tam przez chwilę w nienaruszonej ciszy. Jedynie odgłos delikatnych fal uderzających o bale pomostu zagłuszały nieco ciszę. Ostatecznie przerwały ją kroki Belli. Widząc stan przyjaciółki i brata, który trzymając w ramionach Jessie w ramionach zapomniał o wszystkim. Stanęła tak w bezruchu i przyglądała się im. Po chwili odurzony jakby wonią sierpniowego jaśminu, Louis odwrócił się i lekko zagubionym wzrokiem spojrzał na siostrę.
- Cześć.- rzuciła niepewnym głosem.
- Cześć, mała.- odpowiedział wyrwany ze swoich przemyśleń.
- Musimy ją stąd zabrać, Louis.
- Wiem, musimy. Chodźmy już.
Wstał, podniósł Jessie i razem ruszyli pomostem na ląd. Po niespełna 15 minutach byli już w domu Jessie. Drzwi otworzyła im jej przerażona matka.
- Dziękuję.- szepnęła, chwytając córkę pod rękę jednocześnie zamykając drzwi.
Bella z Louisem w drodze do domu jeszcze długo rozmawiali o tym, co się wydarzyło tego dnia. Wtedy Bella przypomniała sobie, że w pośpiechu zupełnie zapomniała o Maxie, który sam został w domu. Przyśpieszając kroku weszła do domu, zamykając drzwi przed nosem brata. Światła były zgaszone, a w domu panowała martwa cisza.
- Maax! – krzyknęła Bella. – Max, jesteś?
Jednak nikt nie odpowiadał.
Wyszła z domu i rozejrzała się za chłopakiem. Nigdzie go nie było. Postanowiła, że pospaceruje po Londynie z nadzieją, że gdzieś go znajdzie. Po dłuższym chodzeniu po różnych długich uliczkach, zrezygnowana udała się w stronę domu. Tak idąc w oddali jej oczom ukazał się nikt inny, tylko sam Max. Od razu chciała do niego podbiec i przytulic go mocno do siebie. Idąc krok w krok za nim omijając szkaradne kałuże po deszczu, zawołała go. Chłopak idący po opustoszałej ulicy, odwrócił się. Dziewczyna podniosła rękę chcąc pomachać Maxowi, kiedy zza rogu wyjechał samochód. Usłyszała tylko pisk opon i huk który rozniósł się po mokrej drodze. Stała jak wryta przyglądając się dokładnie wszystkiemu, ktoś wybiega z auta, krzyczy, po ruchach widać ze był zdenerwowany. Panika opanowała całe jego ciało. Po chwili wsiada w samochód. Odjeżdża. Bella zamarła. Na tej samej drodze leżał Max w kałuży krwi. Jednym energicznym ruchem wybiegła na drogę ze łzami w oczach. Upadła na kolana tak ciężko, ze czuła jak kamienie z wybrukowanej ulicy wrzynają się jej w skórę. Patrzyła na jego bladą twarz i sine ręce. Przez łzy łkała ~Max nie rób mi tego. Proszę, nie zostawiaj mnie. Kocham Cię, umrę bez Ciebie.. ~. Uchylił delikatnie powieki. Serce dziewczyny kroiło się na miliard kawałków, kiedy patrzyła jak chłopak zwija się z bólu. Drżącymi dłońmi sięgnęła do tylnej kieszeni spodni i wyjęła telefon. Wykręcając numer , spojrzała na Maxa i wykrztusiła ~już jadą skarbie, patrz na mnie~. Ostatkami sił chłopak złapał ją za rękę i powiedział słowa, które dziewczyna pamiętała do końca. ~Bella dla mnie to już koniec ale obiecaj mi ze będziesz szczęśliwa, ze będziesz żyć tak jak by każdy dzień miałby być twoim ostatnim. Proszę Cię tylko o to. Kocham Cię mała~. Po tych słowach chłopak przymrużył oczy a uścisk jego dłoni na ręce Belli nagle się rozluźnił. Odszedł. Odszedł na zawsze. Twarz dziewczyny zalała się potokiem łez. Wiedziała, że już nigdy nie stanie w jej drzwiach uśmiechnięty na jej widok. Już nigdy nie powie jak bardzo tęskni i jak bardzo ją kocha. Ale wiedziała jedno.. Ze będzie zawsze przy niej. Może nie ciałem. Nie duchem. Ale przynajmniej częścią siebie. W jej sercu.



______

Rozdział autorstwa Anioła Stróża. Dziękujemy bardzo za pomoc, pomysł i stracony czas na pisanie <3

Mamy nadzieję że rozdział się podoba i dziękujemy za komentarze :) Niedługo opowiadanie dobiegnie końca. ale w planach jest już kolejne. 

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 12.

Szybko zniknęła z oczu Matta i pobiegła uliczką prowadzącą do domu Harrego, najlepszego przyjaciela Matta. „Może on wie kim jest tajemnicza dziewczyna?”- pomyślała. Od drzwi dzieliły ją już tylko dwa kroki. W końcu się odważyła i cicho zapukała. Drzwi szybko otworzył jej Harry trochę zdziwiony niespodziewanym gościem.
- Co ty tutaj robisz o tak późnej porze?- zapytał drżącym i niepewnym głosem.
- Cześć tak w ogóle. Chciałam porozmawiać, ale jeśli przeszkadzam to przyjdę kiedy indziej. –odsunęła się.
- Nie, nie.- przerwał jej szybko.- Wejdź, i tak jestem sam.- pociągnął dziewczynę za rękę, zamknął drzwi i zaprowadził do pokoju.- No to o czym chciałaś ze mną pomówić?
- No bo jest taka sprawa. Chodzi o Matta..
- Coś z nim nie tak?- wtrącił się. – Proszę, częstuj się.- podsunął jej miseczkę z cukierkami.
- No tak.. Widzisz.. my już od jakiegoś czasu nie jesteśmy razem, ale pewnie o tym wiesz. Dzisiaj, po tygodniu ciszy, przyszedł do mnie i przeprosił za wszystko, zarzekając się, że nadal mnie kocha. Ale chciałam to wszystko przemyśleć, pomimo, że nadal coś do niego czuję. Myślałam, że o tym wie.. A potem poszedł. Przez okno zauważyłam, że czule wita się z jakąś dziewczyną. No i właśnie w tej sprawie tutaj jestem. Matt nic ci o niej nie wspominał? Wiem, że jesteście przyjaciółmi i dużo o sobie wiecie. Jeśli to jakaś tajemnica to zrozumiem, ale proszę pomóż mi. Ja go nadal kocham..
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi. Za nimi stał zdyszany Matt. Harry zupełnie zapominając o gościu zaprosił przyjaciela do kuchni. Jessie usłyszawszy głos byłego chłopaka uchyliła lekko drzwi, by móc słyszeć ich rozmowę. Jej serce zamarło, oddech był jakby dużo szybszy.
- Harry.. Ja już dłużej tak nie mogę. Nie mogę okłamywać Jessie..
- Jak to okłamywać?- zapytał zdziwiony.
- Nie kocham jej. Właściwie to nigdy jej nie kochałem. Może to było tylko zauroczenie? A może byłem z nią z litości? Tak bardzo było mi jej szkoda, gdy Tom ją zdradził. Nie umiem dłużej ranić samego siebie. I jej też nie mogę dłużej okłamywać. Znasz już Perry. Od paru dni jesteśmy razem. Czuję się przy niej taki szczęśliwy. Ale to mało ważne. Wyjeżdżam. Tata dostał propozycję pracy we Francji. Wyprowadzamy się do Paryża. Tam właśnie mieszka Perry. Jej rodzice mają firmę, która jest zaprzyjaźniona z firmą moich rodziców. Perry przyjechała tu, aby pomóc mi się spakować i umilić podróż.
- Czy ty słyszysz co ty mówisz, Matt?! Jak ty to sobie wyobrażasz? Co będzie z Jessie? Pomyślałeś może o niej i o tym co będzie czuła?- zaczął krzyczeć na przyjaciela.
- Tak będzie dla niej najlepiej. Znajdzie kogoś, kto naprawdę ją pokocha. Ja ją tylko raniłem. Jutro rano mamy samolot. I mam do ciebie prośbę..
- No jaką?- zapytał, nie ukrywając złości.
- Zaopiekuj się Jess i dopilnuj, żeby nie zrobiła żadnego głupstwa.
- O to nie musisz się bać. Na pewno będę dla niej lepszym opiekunem niż ty.
- Dziękuję w takim razie. Odezwij się kiedyś do mnie, przyjacielu. Żegnaj, Harry. – ze łzami w oczach uścisnął przyjaciela i wyszedł.
Harry nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał z ust przyjaciela. Szybko jednak przypomniał sobie o Jessie i pobiegł do niej. Zastał ją stojącą przy oknie. Wzrokiem ostatni raz odprowadzała Matta do domu.
- Słyszałaś? – zapytał z troską w głosie.
- Słyszałam. Lepiej już pójdę. Niepotrzebnie przychodziłam. Dobranoc. – rzuciła na pożegnanie i opuściła dom Harrego.
Idąc uliczką zadzwoniła do mamy i powiadomiła ją, że noc spędzi u przyjaciółki. Chciała sobie oszczędzić pytań ze strony rodziców. Udała się do domu Belli. Weszła jak zwykle, bez pukania. Zamykając drzwi zobaczyła Louisa, który uśmiechnął się do niej na powitanie.
- Bella z Maxem oglądają film, chodź do mnie, jeśli chcesz, porozmawiamy. – otworzył drzwi od swojego pokoju.
- Dzięki. W sumie masz rację, nie będę zawracała jej głowy swoimi problemami. Jest szczęśliwa. – westchnęła.
- No wiesz.. ma do tego prawo. Wiele przeszła. Powiesz mi co się stało, czy nie pytać?
- Nie pytaj..
- Jak wolisz. – uśmiechnął się delikatnie.
- Mogę u was przenocować?
- No jasne! Zaraz uszykuje ci pościel. – wyszczerzył się. – Może jesteś głodna?
- Nie, nie. Położę się już, dzięki.
- Dobranoc Jessie. – powiedział spokojnym głosem, zgasił światło i opuścił pokój.
Bella i Max oglądali jakiś horror. W sumie to Max sam patrzył w ekran. Bella siedziała wtulona w chłopaka i zakrywała dłońmi twarz. Po skończonym seansie oboje położyli się do spania. Wtuleni w siebie zasnęli.
Wczesnym rankiem Louis zaniepokojony stanem Jessie, zajrzał do pokoju, w którym spała dziewczyna, ale pokój był pusty. Po Jessie nie było śladu. Na stoliku nocnym ujrzał tylko białą kopertę. Otworzył ją i wyjął z niej list od Jessie:
Kochani przyjaciele..
Chciałam wam za wszystko podziękować. Za opiekę, troskę, miłość i przyjaźń. Dziękuję za wszystkie chwile spędzone z wami, ale ja już nie daję rady, pomimo tego, że mam was. Teraz moje życie nie ma najmniejszego sensu. Straciłam wszystko, na czym mi zależało. Nie mam już dla kogo żyć, dla kogo oddychać. Najlepiej będzie jak umrę. Wtedy nie będę nikomu przeszkadzać, nie będę nikomu stać na drodze do szczęścia. Proszę, nie załamujcie się tym, że mnie już z wami nie będzie. Uwierzcie, tak będzie najlepiej. Jeszcze raz za wszystko z całego serca dziękuję. Bądźcie szczęśliwi. Żegnajcie. Na zawsze..
Wasza Jessie

Louis przerażony tym, co przeczytał szybko schował list do kieszeni i zdenerwowany wybiegł z domu. Teraz liczyła się tylko Jessie. Musiał ją natychmiast znaleźć, inaczej mogła już nie żyć.. 


____

Kolejny rozdział ! Mamy nadzieje że się spodoba :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 11.

Do Matta podeszła niska, szczupła brunetka. Pocałowała go w policzek i trzymając się za ręce odeszli w stronę domu chłopaka. Oczy Jessie zaszkliły się. Kochała go najmocniej na świecie i zrobiłaby dla niego wszystko. Opierając się o ścianę, osunęła się na ziemię a jej serce pękło na milion drobnych kawałków. Straciła sens życia, ukochaną osobę. W tamtej chwili chciała zniknąć z tego okrutnego świata. Nie mogła pojąć dlaczego będąc u niej powiedział, że chce spróbować raz jeszcze. Ręce jej drżały, a łzy nie przestawały płynąc z jej oczu. Usłyszała ciche pukanie do pokoju.
- Można ? - usłyszała głos Toma zza drzwi.
Nie miała siły odpowiedzieć. Cały czas płakała. Do pokoju wszedł Tom.
- Jessie, co się stało ? - podszedł do niej i ją przytulił. Jednak ona nic mu nie powiedziała. Była zbyt zmęczona tym wszystkim.
- Jessie ... pamiętaj, że cię kocham i zawszę będę. Wiem, że źle wtedy postąpiłem, ale dla mnie najważniejsze jest twoje szczęście ... ja nie będę już nigdy w pełni szczęśliwy, ale ty masz taką szansę.
- Czyli, że ja jestem przeszkodą do twojego szczęścia ?
- Nie jesteś przeszkodą do mojego szczęścia. Ty jesteś tym szczęściem, a przeszkody utrudniają mi bycie z tobą.
- Przepraszam.
- Ty nie masz za co. Może tak musi być ?
- Jak ?
- Tak, że ty będziesz szczęśliwa z kimś innym, np. z Mattem. - na te słowa dziewczyna na nowo się rozpłakała. - a jeżeli ty będziesz szczęśliwa. ja również będę. - po tych słowach pocałował ją w czoło. a ona w jego ramionach zasnęła.
Chłopak położył ją na łóżku i przykrył kołdrą. Spojrzał na miłość swojego życia i udał się do domu.



Rano Belle obudził sms:

" Witam księżniczkę ;* Spotkajmy się o 12 w parku tam gdzie zawsze. "

Bella z uśmiecham na ustach szybko odpisała :

" Cześć;* Pewnie, tylko się nie spóźnij jak ostatnio ;p "

Dostała odpowiedź :

" Obiecuje będę na czas ;D"

Dziewczyna odłożyła telefon na stolik i patrząc na godzinę szybko zerwała się z łóżka. Była 10:30, więc nie miała zbyt dużo czasu na przygotowanie się. Szybko wzięła prysznic i ubrała się w czarne spodenki, jasnoniebieską koszulkę i czarne Vansy. Na śniadanie zjadła płatki. Właśnie miała wychodzić, kiedy usłyszała głos brata :
- Gdzie ty tak wcześnie już biegniesz ?
- Idę, to po pierwsze, a po drugie jest 11:30 więc jakie wcześnie ?!
- Dla mnie to noc, mała - mówiąc to pokazał jej język. Bella rzuciła w niego jego butem trafiając go w brzuch.
- Oooo nie, za to musi być kara - zaśmiał się.
Na te słowa Bella szybko wybiegła z domu i skierowała się w stronę parku. Już z daleka zauważyła Maxa. Siedział pochylony do przodu, a palce u dłoni miał splecione. Parzył przed siebie. Widać było, że nad czymś rozmyśla.
- Ooo, widzę, że ktoś się nie spóźnił - zaśmiała się Bella.
- No wiesz, nie nałożyłem makijażu dlatego jestem wcześniej - powiedział sarkastycznie. 
- Okej, no to o czym chcesz pogadać ?
- Ja ?
- No a kto ? To ty mnie wyciągnąłeś z samego rana z domu, więc jakiś powód musi być...
- No bo jest ...
Przez chwilę była tylko głucha cisza, która krępowała ich obu. Dziewczyna nie wiedziała o co mu chodzi. W głowie miała setki scenariuszy, spodziewała się najgorszego. Po chwili Max przerwał jej przemyślenia.
- Wiesz, że ... że jesteś dla mnie bardzo ważna ..
- Tak, wiem.
- Nie przerywaj mi, proszę, bo to nie jest dla mnie łatwe ... - wziął głębszy oddech - Wtedy w parku kiedy usłyszałem twój krzyk i cię broniłem wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Zmartwiłem się kiedy uciekłaś. Po tym jak cię odnalazłem wiedziałem, że nie mogę pozwolić aby kolejny raz to się stało, żebyś była w niebezpieczeństwie. Teraz wiem, że zawsze chcę cię bronić. Na początku myślałem " to tylko chwilowe " , ale zdałem sobie sprawę, że wcale tak nie jest. Kocham Cię... tak bardzo Cię kocham. Chciałabyś być ze mną? Oczywiście ja się nie narzucam, zrozumiem jeśli ty nie czujesz do mnie tego, co ja czuję do ciebie. - chłopak spojrzał w oczy dziewczyny.
Bella czuła, że Max mówił szczerze i bardzo pragnie aby stali się kimś więcej niż przyjaciółmi. Jednak odczuwała obawy. Co jeśli ich związek nie przetrwa ? Czy to ma sens ? Czy warto ryzykować tak wiele ? te i inna pytania brzmiały w jej głowie.
- Max ja ... - głos jej zamarł, wzięła głębszy oddech – Tak, kocham Cię Max. - powiedziała ledwo słyszalnie.
Chłopak uśmiechnął się do niej i mocno przytulił.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę.
Po tym wydarzeniu oboje postanowili iść coś zjeść. Podczas spaceru dużo rozmawiali. a wszelkie obawy Belli gdzieś zniknęły. W końcu poczuła się kochana i szczęśliwa.


Jessie obudziła się kompletnie zdezorientowana. W głowie miała chaos, a serce nadal krwawiło. Próbowała wszystko zrozumieć i wyjaśnić wczorajsze zachowanie chłopaka. Mimo wszystko nie mogła znaleźć racjonalnego wyjaśnienia. Przed oczyma miała ich wspólne wspomnienia te dobre, jak i te złe. Wszystkie miały ogromną wartość, bo przeżyła je z osobą, którą tak kocha i która tak ją zraniła. Dziewczyna wstała i wzięła prysznic. Włączyła głośno muzykę (piosenka) Założyła luźne, stare a zarazem ulubione dresy i koszulkę jej ulubionego zespołu -Metallici. Z dolnej szuflady wyjęła duże pudełko i na nowo z jej oczu popłynęły łzy. Znajdowały się tam jej wszystkie przeżycia. Zdjęcia z Mattem, małe przedmioty przypominające jej go. Siedziała tak dobrą godzinę po czym powiedziała do samej siebie :

- Dość ! Nie będę się użalać ! Obiecałam, że będę silna i taka będę.
Mimo tych słów w środku nadal rozpaczała. Chciała się teraz znaleźć w jego ramionach, poczuć smak jego delikatnych i słodkich ust. Zaciągnąć się wonią jego perfum, które tak uwielbiała. Nie mogła przekreślić tylu lat spędzonych z nim, potrzebowała czasu aby rany się zagoiły. Jeżeli kiedykolwiek to się stanie.
Jessie wstała, ubrała rurki i wyszła z domu. Nie wiedziała gdzie idzie. Nogi zaniosły ją przed dom Matta. Stanęła naprzeciwko i myślała jak to teraz będzie. W tej chwili z domu wyszedł Matt z ową brunetką, przez którą wszystko się skończyło. Widziała, że chłopak woła jej imię i idzie w jej stronę. Ona jednak po chwili namysłu zmieniła swoje dotychczasowe plany.. 


_________


Kolejny rozdział mamy nadzieje, że się spodoba ;D Dziękujemy za komentarze i liczymy na kolejne bo to motywuję do pracy :) 


W rozdziale jest nawiązanie do Metalliki więc ich zdjęcie : 




sobota, 30 marca 2013

Rozdział 10.

Dziewczyny siedziały w ciszy.
- Jak myślisz gdzie on poszedł ? - zapytała Jessie.
- Nie mam pojęcia.
- Heeej już jestem ! - usłyszawszy głos Louisa pobiegły na dół.
- Gdzie ty byłeś ?!
- Martwiłyśmy się głupku !
- Spokój, już spokój - zaśmiał się - ubierajcie się, idziemy się zabawić - powiedział, wymachując im przed oczyma biletami.
- Pokaż to - wzięła od niego bilety Bella. - Nie wierzę ! BRING ME THE HORIZON ! - dziewczyny zaczęły piszczeć jak wariatki.
- Już spokój ! Idźcie się ubierać i to już - zaśmiał się.
Po godzinie wszyscy byli gotowi. Wsiedli do taksówki i pojechali na miejsce koncertu. Przed halą był ogromny tłum. Po pokazaniu biletów, ruszyli na miejsca pod sceną. Bawili się świetnie. Pierwszy raz widzieli swój ulubiony zespół na żywo. Po koncercie otrzymali autografy, wspólne zdjęcie i udali się do domu.
- Louis dziękuję ci ! Choć na chwilę o nim zapomniałam. -Jessie pocałowała go w policzek.
- Ja też ci dziękuję - przytuliła go Bella.
- Jestem bardziej wielbiony niż Oliver Sykes - zaśmiał się. Dziewczyny spojrzały na niego i po chwili dodały:
- Chciałbyś - na co wszyscy wybuchli śmiechem.

Bella i Louis wrócili do siebie, a Jessie jeszcze spacerowała po alejkach w parku. Myślała o tym, czy wybaczyć Mattowi. Z jednej strony go kochała ale zranił ją i to bardziej niż Tom. Nagle ktoś na nią wpadł.
- Oj, przepraszam bardzo - usłyszała męski głos.
" O nie to nie może być on " pomyślała. Spojrzała na mężczyznę i ujrzała osobę, którą kiedyś kochała nad życie i chyba nadal coś do niej czuje...
- Tom ? - powiedziała drżącym głosem.
- Jessie ?! - chłopak przytulił ją.
- Co ty robisz ?! - odsunęła się od niego.
- Jessie ... ja cię przepraszam ! Zachowałem się jak największy suk**syn.
- To nieważne już.
- Dla mnie tak. Proszę, porozmawiajmy - spojrzał jej w oczy.
Jessie bez słowa usiadła na ławce.
- Mów. - powiedziała patrząc w ziemię.
Tom zamyślił się, szukając odpowiednich słów.
- Ja wtedy byłem pijany. Spotkałem Kate ...
- Zaraz to ta twoja była ?
- Tak to ona. Ta sama która za wszelką cenę chciała zniszczyć nasz związek. Ale wracając do tematu. Ona zaczęła się do mnie kleić na co ja ją tylko odepchnąłem i poszedłem szukać ciebie. Będąc niedaleko naszego hotelu ktoś zamknął mi oczy... Po delikatnych dłoniach domyśliłem się że to kobieta. Zaczęła mnie całować a ja byłem przekonany że to ty i go odwzajemniłem. Od razu zorientowałem się że to nie ty. Kiedy ją odepchnąłem zobaczyłem Kate a ty stałaś kawałek dalej ze łzami w oczach. Zrobiłem jej awanturę i próbowałem cię odnaleźć. Niestety w pokoju zastałem tylko swoje rzeczy.
- Tom ja myślałam że ty ... że to ty ją pocałowałeś.
- Nigdy bym tego nie zrobił, za bardzo cię kocham. - po tych słowach wlepił wzrok w ziemię.
" Co ja mam zrobić ! Ja nadal kocham Matta, ale Tom też nie jest mi obojętny." Jessie bez słowa się odwróciła i biegnąc chciała jak najszybciej wrócić do domu.

Leżąc na łóżku myślała o tym wszystkim, co się wydarzyło w parku. Wzięła prysznic i w piżamce usiadła na parapecie. Nie zdawała sobie sprawy, że jej ukochany Matt również siedzi jak ona na parapecie i myśli o niej.

Rano obudził ją dzwonek do drzwi. " No tak rodzice pewnie w pracy" pomyślała i szurając kapciami otworzyła drzwi.
- Heej piękna !
- Hej i pa ide spać - powiedziała zaspana Jess i już chciała zamknąć drzwi, ale Bella jej przeszkodziła.
- Oo nie, jest 12 idziemy na zakupy. - krzyczała radosna Bella.
- Nienawidzę zakupów ! - Jessie należała do tej nielicznej części dziewczyn, które tego nie lubiły.
- Oj nie marudź !
Jessie poszła się ubrać bo wiedziała, że nie wygra. Zakupy należały do udanych. Bella miała chyba z dziesięć toreb. a Jessie pięć.
- Tyle świetnych rzeczy. a ty nic nie kupiłeś - odezwała się Bella siadając w kawiarni.
- Jak to nie ! - odpowiedziała Jess. pokazując jej torby.
- Kupiłaś same buty. - zaśmiała się dziewczyna.
- Jestem od nich uzależniona. - zaśmiała się Jess.

* tydzień później *

Od tygodnia Jessie nie rozmawia z Mattem. Jest jej z tym ciężko. Teraz wszyscy zwracają na nią większą uwagę i się nią opiekują po tym. jak zauważyli cięcia na jej ręce. Dziewczyna zrozumiała. że to jest bez sensu i przestała się okaleczać.
Kiedy Jessie i Bella siedziały u Payne i robiły porządki w jej garderobie. ktoś zapukał do jej pokoju.
- Proszę - powiedziała Jessie.
- Hej. mogę ? - zza drzwi wyłoniła się głowa Matta.
- Pewnie - odpowiedziała ze przyjaciółkę Bella. - Ja was zostawię was samych.
Jess kiwnęła tylko głową. Przez chwile siedzieli w ciszy.
- Po co przyszedłeś ? - odezwała się pierwsza Jessie.
- Daniel miała wypadek, a dziecko nie przeżyło.
- Przykro mi, ale nie rozumiem po co mi to mówisz.
- Bo kiedy jechała na blok operacyjny powiedziała mi, że to nie moje dziecko i przeprosiła za to, że popsuła nasz związek.
- Trochę za późno to zrozumiała.
- Jess, ja bym chciał jeszcze raz spróbować ...
W tym momencie do pokoju wpadł Tom.
- I co gotowa ?
- Nie. - zaśmiała się Jess.
- Masz 10 minut - pocałował ją w czoło i wyszedł.
- Jesteś z nim ? - zapytał zszokowany Matt.
-Niee - uśmiechnęła się - ale postanowiliśmy się pogodzić.
- Okej no to nie przeszkadzam ci - wstał i kierował się do wyjścia.
- Poczekaj ! - chłopak spojrzał na nią. - coś chciałeś powiedzieć przed tym jak Tom przyszedł - uśmiechnęła się. Dobrze wiedziała co chłopak chciał powiedzieć, ale chciała to usłyszeć od niego.
- Chciałem spróbować jeszcze raz, bo cię kocham nad życie, ale widzę, że to cie nie interesuje - powiedział i wyszedł.
Przez okno Jessie widziała jak smutny Matt idzie ulicą. I wtedy stało się coś, co spowodowało, że jej serce zamarło ... 


_________

Jest kolejny rozdział. Mamy nadzieje że się spodoba i liczymy na komentarze ;D 

Na koniec zdjęcie Bring Me The Horizon :


środa, 27 marca 2013

Rozdział 9.

Do Matta nadal nie docierały słowa Daniel. Co teraz będzie? Zostać rodzicem w wieku siedemnastu lat? Przecież to niemożliwe, ona na pewno kłamie. Bardziej niż wychowania dziecka, Matt bał się reakcji Jessie. Bał się, że go zostawi. Jess była dla niego przecież wszystkim, całym szczęściem. To dla niej z uśmiechem wstawał wczesnym rankiem. To dla niej starał się być romantyczny, co raczej nie było w jego naturze. A teraz? Teraz, w jednej chwili mógł wszystko stracić, cały sens życia. Już teraz, w wieku siedemnastu lat, czuł, że Jessie jest tą jedyną, na resztę życia. Gdy trochę się uspokoił, odetchnął i wszedł do swojego pokoju. Jessie siedziała na łóżku z twarzą schowaną w dłoniach. Płakała. Kolejny chłopak tak bardzo ją zranił. Matt usiadł obok wybranki swojego serca i objął ją czule ramieniem.
-Jessie, skarbie tak bardzo cię przepraszam..
-Przepraszam?! Nawet nie wyobrażasz sobie tego, co teraz czuję. Zraniłeś mnie, Matt!- krzyknęła i wyrwała mu się z ramion.
-Jessie, to nie może być prawda. Proszę, wybacz..- po jego oczach widać było, że tego nie chciał. Nie chciał, a jednak złamał jej serce.
-Jak mam ci wybaczyć? Chyba pomyliłam się co do ciebie. Nasz związek to jedna, wielka pomyłka. Z nami koniec, Matt. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, rozumiesz?! Nic.
Mówiąc to wybiegła z domu już byłego chłopaka. Wszystko nagle zniknęło. Tak, jakby nigdy tego nie było. Jeszcze godzinę temu była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Miała wszystko. A myśląc „wszystko” miała na myśli Matta. Był jej całym światem, całą radością. A teraz nie miała już nic.
Matt wcale nie czuł się lepiej. Czuł tą samą pustkę i ten sam żal. Najpierw dowiaduje się, że zostanie ojcem, a potem zrywa z nim jego ukochana. Myślał, że takie rzeczy zdarzają się tylko z złych filmach. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że w jednej chwili, jednego poranka straci wszystko- Jessie, jak i najpiękniejsze lata swojego życia. Teraz nie miał ochoty nawet wychodzić ze swojego pokoju. Położył się na łóżku, na którym lekko jeszcze było czuć zapach Jessie, włączył głośno muzykę i myślał o tym, co teraz będzie.


W tym samym czasie u Belli trwały wielkie zmiany związane z nowym współlokatorem. O świcie Louis z wieloma walizkami przyjechał do siostry. Bella już poprzedniego dnia dokładnie posprzątała nowy pokój brata, który znajdował się naprzeciwko jej pokoju. Wystarczyło, żeby tylko rozpakował swoje rzeczy i zaczęliby wspólne życie, w końcu jako normalne rodzeństwo.
Było już południe tego samego dnia. Louis zabierał się za przyrządzanie posiłku, a Bella zaniepokojona długą ciszą ze strony przyjaciół zaczęła do nich dzwonić. Po nieudanych próbach dodzwonienia się do Jessie, Bella zadzwoniła do Matta. Podobnie jak chwilę wcześniej, nikt się nie odezwał. „Pewnie są zajęci sobą” –pomyślała i zrezygnowała z dzwonienia. 

Po zjedzeniu posiłku rodzeństwo postanowiło udać się na spacer. Podczas niego rozmawiali i cały czas się śmiali. 
- Może odwiedzimy Jessie ? - rzucił nagle Louis.
- Dobry pomysł - odpowiedziała - przy okazji jej się dostanie za nie odbieranie telefonów - zaśmiała się. Po 15 minutach byli już w domu Jessie i kierowali się do jej pokoju. 
- Sieeee... Matko co się stało ? - Bella podbiegła do przyjaciółki i ją przytuliła.
- Matt będzie ojcem, z nami koniec ! Nie chce go znać - powiedziała ledwo słyszalnie dziewczyna.
W tym momencie Louis wybiegł z jej pokoju.
- Louis gdzie ty idziesz ? - krzyczała Bella.
- Przekonasz się - rzucił jej na odczepne brat i trzasnął drzwiami wychodząc. 

_____________


Rozdział krótki ale następny będzie dłuższy, obiecujemy <3 Dziękujemy za wszystkie komentarze i wyświetlenia ( jest już ponad 1000 ).

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 8.

Chłopak pomyślał chwilę..
- Wiesz co ... zgoda. To chyba będzie najlepsze wyjście - mówiąc to przytulił siostrę, co zdziwiło Bellę.
- Cieszę się - wyszczerzyła się Bella - To kiedy się do mnie przeprowadzasz ?
- Hmm.. jutro ?
- Okej, okej mieszkam ... - podała mu adres.
- Haha, tylko żeby nie było po dwóch dniach, że masz mnie dość - zaśmiał się Louis.
- Oj tam - wyszczerzyła się - jak coś wyrzucę cię do piwnicy.
- Okej, okej, ale ja już muszę uciekać - posmutniał - No to do jutra siostra - w jego oczach było widać radość.
- Pa, pa - pomachała mu ręką Bella.
- Czeeeeść - krzyknęli równo Jess i Matt.

Po powrocie do domu trójka przyjaciół usiadła na kanapie.
- Ej, Matt i jak z tymi twoimi urodzinami ? - spytała Bella.
- Noo jak to co ? Picie, picie i dziewczyny - Matt i Bella zaczęli się śmiać.
- Eeeej ! Dziewczyny ?! - powiedziała Jess groźnie patrząc na chłopaka.
- Ok kotku żartowałem - dał jej całusa w czoło.
- Pfy, spadaj synek - i dźgnęła go mocno w brzuch.
- Tego pożałujesz - zaśmiał się chłopak i zaczął gonić dziewczynę po całym domu. Jessie krzyczała i piszczała chyba na pół okolicy, a Bella ze śmiechu leżała na podłodze. Po 20 minutach biegania za Jess, Matt ją w końcu dogonił.
- I co teraz ? - spojrzał jej w oczy, trzymając ją w talii.
- Hmmm.. nic - wytknęła język na niego. Chłopak zaczął ją łaskotać.
- Bellaaaaa heelp me! - krzyczała przez śmiech.
Bella podeszła do nich i odciągnęła przyjaciela. Usiedli w salonie. Jessie i Bella na kanapie, a Matt na fotelu, gdyż dziewczyny stwierdziły, ze tak będzie najbezpieczniej.
Uzgodnili sprawy dotyczące urodzin chłopaka. Mieli zamiar iść do klubu, a razem z nimi Max, Louis i kolega Matta -Harry.

* tydzień później *

Jessie szykowała się na imprezę urodzinową swojego chłopaka razem z przyjaciółką. Jessie ubrała czarną sukienkę z koronki i czarne koturny, a Bella kremową sukienkę przed kolano i czarne szpilki. Po godzinie zeszły do salonu. Jessie i Bella zauważyły, że chłopcy już czekają na dole. Schodząc po schodach zaczęły się śmiać gdy zobaczyły ich miny. Mieli otwarte usta i oczy jak żaby.
- Aż tak źle wyglądamy ? - zapytały równo.
- Wyglądacie.. - powiedział Matt - bosko - dokończyli razem.
- No dobrze, ale chodźmy już - zaśmiała się Jess.
Od dwóch godzin przyjaciele bawili się w najlepsze. Jessie i Matt postanowili wyjść z klubu i udać się do domu chłopaka. Reszta przyjaciół nawet nie zauważyła, że zniknęli. Jadąc taksówką cały czas się namiętnie całowali. Weszli do domu, chłopak zamknął drzwi i powrócił do wcześniejszej czynności. Znajdowali się u niego w pokoju. Jessie stała pod ścianą, a Matt całował ją po szyi wiedząc, że dziewczyna to uwielbia. Włożyła ręce pod koszulkę Matta i sprawnie ją zdjęła. Po chwili leżeli już na łóżku. Matt będąc na górze zaczął ściągać dziewczynie sukienkę, gdy ta całowała go z pożądaniem. Będąc już nago chłopak spojrzał na dziewczynę,
- Na pewno tego chcesz ?
- Tak - zamruczała dziewczyna i namiętnie go pocałowała.
Chłopak wszedł w nią delikatnie, jakby bał się, że coś jej się stanie. Z każdą sekundą jego ruchy były coraz szybsze co doprowadzało dziewczynę do obłędu. Gdy oboje doszli chłopak opadł na nią i czule pocałował. Wtuleni w siebie zasnęli.
Rano, gdy Jessie otworzyła oczy, ujrzała Matta wpatrującego się w nią.
- Dzień dobry, kochanie - powiedział całując dziewczynę.
- Czeeeść, skarbie - uśmiechnęła się .
- Jak się czujesz ? - dziewczynę zdziwiło to pytanie.
- Dobrze, świetnie, bosko - zaśmiała się i usiadła na swoim chłopaku. Już miała zatopić się w jego ustach, kiedy usłyszeli, że ktoś dobija się do drzwi.
Matt niechętnie ubrał się i poszedł je otworzyć. Gdy otworzył drzwi doznał szoku. Stała tam jego była dziewczyna -Daniel. Jessie stała na schodach i przysłuchiwała się ich rozmowie.
- Cześć - powiedziała radośnie Daniel.
- Czego chcesz ? - odpowiedział bez emocji chłopak.
- Musimy porozmawiać kotku.
- Nie mamy o czym.
- Owszem mamy ... jestem w ciąży i to z tobą !
Jessie słysząc to, zamarła...

środa, 20 marca 2013

Rozdział 7.

A Matt zadzwonił pod numer podany w liście. Szybko usłyszał męski głos z drugiej strony, rzekomo należący do Louis’a. Matt umówił się, że następnego dnia wieczorem Bella, wraz z przyjaciółmi, odwiedzą go. Dziewczyny, chwilę po fakcie zorientowały się, co zrobił Matt.
-Z kim rozmawiałeś? – zapytała z podejrzliwą miną Jessie.
- Z Louisem, a co?
- Że co?!- krzyknęła Bella.
- Masz inne wyjście? Nie możesz sama mieszkać. Musiałem zadzwonić. Ty na pewno byś tego nie zrobiła.
- Może i nie.. ale to powinna być moja decyzja. Ale i tak dziękuję. Pójdziecie ze mną? – zapytała cichym głosem.
- No pewnie.- odpowiedzieli równo Jess i Matt.
Następnego dnia, z samego rana, Bellę odwiedził Max. Bella uwielbiała jego wizyty. Był dla niej taki dobry i opiekuńczy. W małym stopniu zastępował i przypominał jej babcię. Max zastał Bellę leżącą pod kocem na kanapie w salonie z książką w ręku. Dziewczyna była jeszcze w piżamach, które stanowiły krótkie spodenki w serduszka i za duża biała koszulka z napisem „I ♥ NY”. Na stopach miała skarpetki, a na stoliku obok niej stał kubek z kakao. Max cichutko podszedł do koleżanki i zakrył jej oczy dłońmi.
-Max, przecież wiem, że to ty, głupku.- zaśmiała się.
- No niby skąd? – zaczął się droczyć.
- Poznaje po zapachu. Chodź tu. – Bella usiadła i pokazała Maxowi miejsce obok.
Max usiadł bardzo blisko Belli. Lubił dawać jej ciepło. Objął ją.
- Ej, ej! Co ty robisz? – zaprotestowała.
- A co, nie mogę?- wypowiadając to Max zrobił smutną minę.
- No pewnie, że możesz. Tak się tylko droczę. – uśmiechnęła się i wtuliła w Max’a.– Chcesz?- podała mu kubek kakao.
-Nie, nie. Pij. Tak właściwie to mam coś dla ciebie.
- Coo?
Max wyszedł z pokoju. Po krótkiej chwili wrócił do Belli i wręczył jej pudełko czekoladek.
- Oo dziękuję. Ale ja nic dla ciebie nie mam..
- Oj przestań. Ty mi wystarczasz. –wyszczerzył się. – Dzisiaj się spotykasz z Louisem? – zapytał Max.
- Tak, tak. Jessie i Matt mają ze mną iść wieczorem. – uśmiechnęła się delikatnie.
Resztę poranka i popołudnie spędzili razem oglądając TV i grając w różne gry. W tym samym czasie Jess i Matt spacerowali po ulicach Londynu. Jak zawsze nie szczędzili sobie czułości. Byli parą godną naśladowania. Łączyła ich miłość, a przede wszystkim przyjaźń. Bo właśnie o to chodzi w miłości. O zaufanie i szczerość. Bez przyjaźni nie ma miłości. Bez przyjaźni nie ma nic.
Nadszedł długo wyczekiwany wieczór. Jessie i Matt poszli po Bellę i razem autobusem ruszyli na drugi koniec miasta, w umówione miejsce. Louis już tam na nich czekał. Nikt z nich nie wiedział jak należy się zachować w takiej sytuacji. Pierwszy raz się widzieli, a byli rodzeństwem. To dziwne uczucie po tylu latach dowiedzieć się, że ma się brata lub siostrę. W końcu Bella zebrała się w sobie i ku zdziwieniu zgromadzonym przerwała niezręczną dla niej i reszty ciszę.
- Cześć, jestem Bella Bruce. A ty Louis, zgadza się?- zapytała lekko wystraszona.
-Zgadza się.. Louis. Miło mi cię nareszcie poznać Bello.
- Mi ciebie również. – w tym momencie oboje podali sobie dłonie, a oczy Belli zaczęły się szklić.
To było zdecydowanie za dużo dla tak wrażliwej osoby. Widać było, ze ją to przerasta, że nie daje rady. Nie mogła dłużej ukrywać łez. Louis nie chcąc dłużej zadawać bólu siostrze zaproponował wspólne mieszkanie u niego. Znał obecną sytuację Belli. Ale ta nie zgodziła się. Jess i Matt już nic nie rozumieli, a w ich głowach brzmiała jedna myśl: „co ona wyprawia?!”. Po chwili Bella zaproponowała lepszy pomysł.
- Louis, a może ty zamieszkasz u mnie? – dodała. 

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 6.

Nagle do kuchni weszła mam Matta. Na jej twarzy rysowało się zdziwienie, gdy zobaczyła co się dzieje.
- Matt czy ty oszalałeś ! Co ty wyprawiasz ! - krzyczała.
- Mamo to nie tak jak myślisz ! - próbował wytłumaczyć chłopak, ubierając się jednocześnie.
- Nawet się nie tłumacz. Ja wiem co widziałam. - odpowiedziała zdenerwowana i wyszła - Żeby mój własny syn i to na blacie w kuchni ... co się dzieje na tym świecie - mówiła sama do siebie.
Jessie ubrała się i patrzyła na przyjaciela ... w sumie to sama nie wiedziała czy to tylko przyjaciel czy już są parą. Z przemyśleń wyrwał ją Matt.
- Jessie, kochanie przepraszam - mówił ze smutkiem i rozczarowaniem w głosie .
- Oj to nie twoja wina, ale następnym razem upewnij się, że nikogo w domu nie będzie - zaśmiała się dziewczyna i dała mu buziaka. Chłopak się tylko uśmiechnął, a ona się pożegnała i wyszła z domu, tłumacząc się, że musi coś pilnie załatwić.

Bella siedziała cały czas w pokoju babci i płakała. Towarzystwa dotrzymywał jej Max.

- Bella nie możesz wiecznie płakać.
- A co mam robić ? - spojrzała na niego.
- Hmmm może zrobimy tu porządek ? I tak będziesz musiała się pozbyć rzeczy babci prędzej czy później.
Dziewczyna zamyśliła się i po chwili przemówiła.
- Masz racje. W kuchni są worki na śmieci, przyniesiesz ?
- No pewnie.
Po chwili chłopak już przyniósł to, o co prosiła Bella i zaczęli sprzątać.
- Matko ! Nie wiedziałam, że moja babcia tyle tego miała - mówiła zdziwiona.
- Ty mało rzeczy też nie masz - oboje się zaśmiali. To był pierwszy raz kiedy Bella się uśmiechała od śmierci babci. Kiedy sprzątali szufladę Bella znalazła list zaadresowany do niej. Max spojrzał na nią z zaciekawieniem a ona otworzyła list.


Kochana Bello,

Czytasz ten list, więc prawdopodobnie nie ma mnie już na tym świecie. Chcę abyś pamiętała, że zawsze będę cię kochać i mimo, że jestem teraz w innym świecie, zawsze duchowo będę z tobą. Nie załamuj się moją śmiercią, tylko korzystaj z życia oczywiście rozsądnie i proszę,  bądź szczęśliwa. 
Teraz to smutna sprawa. Jesteś niepełnoletnia i nie możesz mieszkać sama. Wyjawię ci tajemnicę... masz brata. Rodzice musieli go oddać do adopcji z powodu trudnej sytuacji finansowej. Było im ciężko, ale nie mieli innego wyjścia. Ma na imię Louis, w tej chwili ma 18 lat. Jego rodzina zastępcza to państwo Williams, mieszkający w Londynie. Oto ich numer 782661876 ( przypadkowy ) Proszę cię, abyś go odnalazła. Kontaktowałam się niedawno z nimi i oczywiście się zgodzili tobą zaopiekować. Wybacz. że dopiero teraz wyjawiam ci prawdę ale mam nadzieje że zrozumiesz. Bądź szczęśliwa kochanie. 

Twoja kochająca babcia  .


Dziewczyna w kopercie znalazła jeszcze aktualne zdjęcie SWOJEGO brata. 





















Bella zaczęła płakać. Nie wiedziała co ma teraz robić. 
- Bella nie martw się, ja ci pomogę go odnaleźć. - powiedział Max przytulając dziewczynę. 
- Dziękuję - wyszeptała dziewczyna - jesteś najlepszym przyjacielem - po tych słowach pocałowała go w policzek i dalej sprzątała. 
Po dwóch godzinach skończyli pracę i wynieśli wszystkie rzeczy do punktu rzeczy dla potrzebujących. Wracając, cały czas rozmawiali a Bella znów zaczęła się uśmiechać. Max odprowadził dziewczynę do domu i poszedł do siebie. 
Bella usiadła w salonie i oglądała TV. Ktoś zadzwonił do drzwi, ale dziewczyna to zignorowała. Po chwili dostała smsa " Nawet własnej przyjaciółce drzwi nie otworzysz ?! ". Bella szybko otworzyła drzwi i przytuliła Jessie.
- Przepraszam, myślałam że to jakiś facet chce mi wcisnąć nowy telewizor. - obie się zaśmiały .
- No okej, okej wybaczam - wyszczerzyła się Jessie. - co tam u ciebie ? 
- A okej, z Maxem posprzątałam w pokoju babci i ..
- Zaraz zaraz ! Max ? To ten co był z nami na pogrzebie ? 
- Tak to ten - uśmiechnęła się Bella.
- Ooo siostra widzę że ktoś się tu zakochaał - Jessie poruszyła śmiesznie brwiami.
- Nie, tzn nie wiem noo ...
- Okej, okej już cie nie męczę, a teraz dokończ, bo coś chciałaś powiedzieć.
- No bo .. ja mam brata.
- ŻE CO ?! - krzyknęła Jess. 
Bella wszystko opowiedziała przyjaciółce, która jej dokładnie wysłuchała.
- No to co ? Szukamy go ! 
- Nie wiem sama ...
- Przecież babcia już wszystko załatwiła.
- Ja wiem o czym ty myślisz ! Ci się po prostu Louis spodobał - Bella się zaśmiała.
- Ooo wypraszam sobie ona jest moja - usłyszały głos Matta.
Chłopak podszedł do Jessie i ją pocałował.
- Ale ... zaraz zaraz ! Czy ja o czymś nie wiem ? - patrzyła na swoich przyjaciół, jak na wariatów .
- No bo.. my jesteśmy razem - odpowiedziała niepewnie Jessie.
- O matko, jak ja się ciesze ! Wiedziałam, że kiedyś tak będzie - skakała z radości Bella.
- Już się uspokój - powiedzieli równoczesne Jessie i Matt.
- A teraz koniec o nas dawaj telefon ! - powiedziała Jessie.
- Nie ! 
- Daj i to szybko ! 
Dziewczyny chwilę się jeszcze sprzeczały a Matt ...

_______________

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału ale postanowiłam go dodać.
Dziękujemy ze komentarze :3

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 5.

Rozdział dedykowany Oliwii <3 Dziękujemy za wszystkie komentarze i liczymy na więcej :D

______________________________________________________


Babcia leżała na podłodze. Bella szybko do niej podbiegła i zapłakana zadzwoniła po pogotowie. Ratownicy po 10 minutach już byli u niej w domu i zabrali panią Bruce do szpitala. Dziewczyna pojechała razem z babcią. Cały czas z jej oczy płynęły łzy, a w głębi serca miała nadzieję, że to nic takiego, że to tylko zasłabnięcie. Kiedy dojechali do szpitala, lekarze zabrali nieprzytomną babcię na blok operacyjny, a Belli podali leki uspokajające. W tym czasie Bella zadzwoniła po Jessie. Obie teraz czekały na wieści o chorej kobiecie.
- Przepraszam czy pani jest wnuczką pani Bruce ? - powiedział lekarz spoglądając na Belle.
- Tak to ja ! Co się dzieje z moją babcią ?
- Pani babcia miała zawał, niestety jej serce nie wytrzymało i umarła. Przykro mi.- po tych słowach lekarz odszedł. Bella osunęła się po ścianie i zaczęła płakać. Jessie cały czas starała się ją jakoś pocieszyć.
- Chodźmy do domu - powiedziała Jessie.
Bella bez słowa wstała i udała się do wyjścia. Jessie zabrała swoją przyjaciółkę do siebie i postanowiła, że Bella ma u niej spać. Dziewczyna od razu zasnęła, a Jessie zastanawiała się co teraz będzie z Bellą. Jej przyjaciółka była niepełnoletnia i nie mogła mieszkać sama. Cały czas myśląc o tej sytuacji, poszła wziąć prysznic i położyła się do łóżka. Zasnęła od razu.
Rano o 10 wstała i poszła zrobić śniadanie. Kiedy właśnie kończyła robić naleśniki, do kuchni weszła Bella.
- I jak się czujesz ? - spytała z troską Jessie.
- A jak myślisz? - odpowiedziała bez żadnych emocji Bella.
- Ech.. Proszę powinnaś coś zjeść - powiedziała, podając naleśniki przyjaciółce.
Bella zjadła wszystko co przygotowała dla niej przyjaciółka. Chwilę porozmawiały o wydarzeniach z wczoraj i o tym, gdzie Bella będzie teraz mieszkać. Jessie chciała, aby zamieszkała razem z nią, ponieważ dom ma duży i spokojnie wszyscy by się pomieścili. Jednak Bella się uparła, że na razie będzie mieszkać sama, a później coś wymyśli. Przyjaciółki poszły się ubrać. Jessie wybrała niebieską sukienkę przed kolano a Bella T-shirt i jeansy. "Siostry" pożegnały się i Bella poszła do domu, a Jessie postanowiła w końcu załatwić sprawę z Mattem. Spacerowała po ulicach Londynu i zastanawiała się co powiedzieć przyjacielowi. Bała się, że ich przyjaźń ucierpi.

Matt leżał na łóżku i majstrował coś przy laptopie. Cały czas myślał o Jessie. Nie potrafił normalnie funkcjonować. Nic mu nie wychodziło. Jego mama próbowała z nim porozmawiać, jednak na marne. Oparł głowę o ścianę i zastanawiał się co robić. W tym momencie drzwi jego pokoju się otworzyły, a w nich stała Jessie. Chłopakowi serce zaczęło bić mocniej, a fala gorąca zalała jego ciało.
- Matt ... my musimy porozmawiać - powiedziała, ledwo słyszalnym głosem Jessie.
- Wiem - po chwili dodał - Jessie ja zrozumiem jeżeli powiesz, że wtedy co mówiłaś po pijanemu to nieprawda, ale..
Chciał coś powiedzieć, ale Jessie namiętnie go pocałowała.
- Też cię kocham, głuptasie. - spojrzała mu w oczy.
Chłopak pocałował ją i mocno przytulił, jakby bał się, że ktoś ją mu odbierze.

Bella siedziała na parapecie i płakała. Straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. Myśl o tym, gdzie teraz zamieszka przerwał jej dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć mimo, że nie miała ochoty z nikim rozmawiać.
- Hej. - powiedział uśmiechnięty Max.
- Cześć.
- Bella coś się stało ?
- Ech.. moja babcia umarła i nie mam gdzie mieszkać, a jestem niepełnoletnia - powiedziała Bella ze łzami w oczach.
Chłopak nic nie mówiąc przytulił ją i pocałował w czoło. Usiedli na kanapie w salonie i długo rozmawiali. Dziewczynę zmógł sen i zasnęła na ramieniu Maxa. Ten zaniósł ją do jej pokoju i położył na łóżku, a sam położył się obok niej i także udał się do krainy Morfeusza.

* dwa dni później *

Dziś miał się odbyć pogrzeb pani Bruce. Wszyscy siedzieli w salonie u Belli, a między nimi panowała cisza.
- Chyba powinniśmy już iść - powiedział Matt.
- Słusznie. Chodźmy, bo się spóźnimy - potwierdziła Jessie.
Postanowili się przejść, bo na cmentarz mieli niedaleko. Bella i Max szli razem z przodu, a chłopak obejmował ją ramieniem. Jessie i Matt szli kilka kroków za nimi w lekkiej odległości od siebie. Nikomu jeszcze nie powiedzieli, że są razem. Uzgodnili, że nie na to teraz pora. Teraz tylko powinni wspierać przyjaciółkę.
Po pogrzebie udali się do swoich domów, a dokładniej Bella i Max do domu dziewczyny, a Jessie i Matt do domu chłopaka.

- Matt przestań - powiedziała do chłopaka Jessie, który zaczął ją całować.
- Ale ja nie mogę - odpowiedział cały czas ją całując.
- Ale musisz !
Chłopak odsunął się od dziewczyny i wyszedł z pokoju.
- Matt gdzie ty idziesz ?
- Daleko !
Dziewczyna pobiegła za nim.
- No chyba się na mnie nie obrazisz - zrobiła minę kota ze Shreka.
- Hmm zastanowię się - droczył się z nią chłopak .
- Okrutny jesteś - zmarszczyła nos i pocałowała go.
- Przecież wiesz że nie umiem się na ciebie gniewać - chłopak podniósł ją i posadził na blacie w kuchni, cały czas ją namiętnie całując. Dziewczyna włożyła ręce pod jego koszulkę i szybko mu ją zdjęła. Chłopak nie pozostał dłużny i zaczął rozpinać jej sukienkę. Nagle ...

piątek, 15 marca 2013

Rozdział 4.

-Puść ją!- krzyknął w twarz Jacka nieznajomy.
-Ona jest teraz moja. I tak już zostanie. Odejdź stąd! – odparł ze spokojem w głosie Jack.
-Nie odejdę, rozumiesz?! Puść ją powiedziałem!- zdenerwowany chłopak uderzył napastnika w twarz tak mocno, że ten upadł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu.
Przerażona i zapłakana Bella uwolniła się z rąk Jacka. Zaczęła biec przed siebie. Jak najdalej stąd. W pewnym momencie nie mając już sił na dalszą ucieczkę, zatrzymała się przy jednym z drzew i osunęła się na nim, chowając w dłonie mokrą od łez twarz. Była zła sama na siebie. „Jak mogłaś być taka głupia?!” Nagle usłyszała szelest liści. Ktoś szedł w jej stronę. Przestraszona wstrzymała oddech z nadzieją, że jej nie zauważy. Jej serce zaczęło szybciej bić, a głos w jej głowie powtarzał: „uciekaj”. Cicho wstała i chciała biec dalej. I nagle ktoś złapał ją za ramię, a ciarki przeszły jej po całym ciele.
- Zostaw mnie!- krzyknęła błagalnym głosem Bella.
- To ja. Nie bój się, już wszystko dobrze. Nie płacz, proszę. – rzekł chłopak, który uratował ją przed Jackiem.
- Dziękuję za pomoc. Ale to za mało. Nie wiem jak ci dziękować.- cichym i już spokojniejszym głosem odparła Bella.
- Nie masz za co. Idź do domu i odpocznij. – uśmiechnął się do niej.
- Dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
-Pozwolisz, abym cię odprowadził? – zapytał z uśmiechem chłopak.
- Jeżeli chcesz..
- Będziesz bezpieczniejsza. Chodźmy już.
- Dobrze..
Oboje ruszyli w stronę domu pani Bruce. Nieznajomy szedł cicho obok Belli. Nie odzywał się do niej. Wiedział, że to dla niej trudne. Jedynym gestem wykonanym ku dziewczynie było tylko podanie jej chusteczek, aby otarła łzy.
- To tu, dziękuję. – rzekła Bella, delikatnie podnosząc kąciki ust.
- Naprawdę nie masz za co. Śpij dobrze. – uśmiechnął się i odszedł.
Bella weszła do domu. Zdjęła buty i poszła do pokoju babci.
- Co się stało kochanie? – zapytała pani Bruce na widok tak zapłakanej wnuczki.
- Kocham cię babciu.- Bella mocno przytuliła się do babci.
- No już dobrze Bello. Wiem, co się stało.. Nie pytaj skąd. Idź się połóż. Już wszystko dobrze. Ten cały Jack już jest przesłuchiwany przez policję i na pewno szybko nie wyjdzie na wolność. Jesteś bezpieczna. Tylko się już nie martw. – pogładziła po włosach Bellę pani Bruce.
- Dziękuję babciu. Dobranoc. – ucałowała starszą kobietę w policzek i poszła się wykąpać. Teraz już nic jej nie groziło. Babcia była dla niej jak Anioł Stróż.Po niecałej godzinie wyszła z łazienki i położyła się do łóżka. Nie myślała już o tym, co zaszło w parku. Chciała zapomnieć i żyć tak, jak dotychczas. Babcia zawsze powtarzała jej, że jest silną dziewczyną. A nikt nie znał Belli tak dobrze jak ona. Łagodna twarz pani Bruce pomagała Belli zapomnieć o tym, co złe. Nauczyła ją kochać innych. Nieważne, czy byli jej przyjaciółmi, czy wrogami. Nie pozwalała jej żyć przeszłością i rozgrzebywać złe wspomnienia. Ważne jest to, co dzieje się teraz.Jeden fakt nie pozwalał jej teraz zasnąć. Kim był chłopak, który ją uratował? Jednak nastolatka przegrała zezmęczeniem i po chwili zasnęła.
Następnego dnia, z samego rana Jessie nieświadoma wydarzeniami z poprzedniego wieczoru, przyszła do przyjaciółki. Bella jeszcze spała, ale pani Bruce wpuściła dziewczynę do domu, upominając ją o wczorajszych wydarzeniach. Jessie położyła się obok śpiącej przyjaciółki i mocno się do niej przytuliła. Tym ciepłym gestem Jessie obudziła Bellę. Ta przetarła oczy i przeciągnęła się.
-Witam śpiącą królewnę. – z szerokim na twarzy uśmiechem powiedziała Jessie.
- No cześć. – odwzajemniła gest.
- Jak się spało? No i jak się w ogóle czujesz? – zapytała zatroskana Jessie.
- Dobrze się spało. I czuję się też dobrze. Potraktuję to po prostu jak zły sen.
- I za to cię kocham. Pomimo tylu przeciwności ty nadal jesteś szczęśliwa i uśmiechnięta. – powiedziała pod wrażeniem Jess. – Następnym razem idę z tobą i nawet nie próbuj się sprzeciwiać. Twoja babcia mówiła coś o jakimś chłopaku co cię uratował.. Jak ma na imię? – spytała jednoznacznie.
- Dzięki. A ten chłopak.. – zamyśliła się chwilę Bella. – Zapomniałam go zapytać o imię..
- Oj Bella, Bella. Na pewno go jeszcze spotkamy.
Rozmowę przyjaciółek przerwała babcia, która miłym głosem zawołała je na śniadanie. Głodne dziewczyny od razu zeszły na dół i zjadły pysze kanapki pani Bruce. Po skończonym posiłku Bella ubrała się, a po krótkiej chwili Jess zabrała ją do kina na jakąś komedię, aby trochę się wyluzować. Po udanym seansie poszły każda w stronę swojego domu.Jess chciała być teraz sama, chciała odpocząć i przemyśleć jeszcze raz sytuację z Mattem. Nie chciała niszczyć tak pięknej przyjaźni. Jednocześnie nie mogła go dłużej ranić. Zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo mu na niej zależy, że ją kocha. To mocne słowa. Kochać to coś pięknego. Ale gdyby nie wyszło nie miała pewności, że Matt będzie mógł nadal znieść jej towarzystwo. To ciężki okres w życiu Jess. Musiała ze spokojem do tego podejść. W tym czasie Bella dochodząc już do domu zauważyła, że jakiś chłopak siedzi na schodach prowadzących do mieszkania. Gdy była już trochę bliżej rozpoznała go. Rozpoznała osobę, która uratowała ją przez Jackiem. Wzięła głęboki oddech i usiadła obok niego.
- Cześć. - zaczął nieznajomy.
- Cześć. – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy Bella. – Co tutaj robisz?
- Chciałem Cię znów zobaczyć.
- To miłe. – zarumieniła się. – Yy, tak w ogóle to Bella jestem.- wyciągnęła dłoń w stronę chłopaka.
- Piękne imię. Ja jestem Max. – podał rękę dziewczynie.
- Nie przesadzaj.. Może wejdziesz do środka? – zapytała Bella, wstając i lekko łapiąc za klamkę.
- Mam lepszy pomysł. Może dasz się porwać na spacer? – wyszczerzył się.
- Z chęcią. – szeroko się uśmiechnęła.
Max zabrał Bellę na lody. Chłopak nie czuł się sobą przy dziewczynie. Ona chyba zresztą też. Cały czas starał się rozluźnić sytuację. W pewnym momencie Bella poczuła, że może mu zaufać. Przecież uratował jej życie, nie oczekując niczego w zamian. Zaczęła opowiadać mu o wszystkim. Max czasem nawet jej nie słuchał, tylko przyglądał się Belli. Oboje nie wiedzieli jak ten czas szybko zleciał. Było późno i ciemno. Max nie chcąc narażać koleżanki na niebezpieczeństwo, odprowadził ją do samych drzwi. Ku zaskoczeniu Belli Max mocno ją przytulił, a ta dopiero wtedy poczuła ogromną wdzięczność i ciepło. Uśmiechnęła się, podziękowała za mile spędzony czas i weszła do domu. Jak zawsze najpierw chciała zajrzeć do pokoju babci. Otwierając drzwi nie spodziewała się takiego widoku..