Louis biegł tak szybko, że nawet nie zauważył, że Bella próbuje go doścignąć. Po 20 minutach bezcelowego biegu zatrzymał się w parku, gdzie zawsze spotykali się ze znajomymi. Był to zamiejski park położony nad rozlewiskiem jezior. Idąc po jednym z pomostów dostrzegł siedzącą Jessie. Podszedłszy ujrzał jak po jej policzku spływa jedna gorzka łza. Chłopak doskonale wiedział co, a raczej kto jest autorem jej łez. Nic nie mówiąc podszedł do dziewczyny szybkim i zdecydowanym krokiem, przytulił ją mocno do siebie, po czym cicho wyszeptał: „nie jest wart”. Jessie gorzko zapłakała, nie docierało do niej, jak ktoś, kogo darzyła tak wielkim uczuciem i zaufaniem zawiódł ją. Louis dobrze wiedział, co ma zrobić w tej sytuacji.. towarzyszyć jej. Razem siedzieli tam przez chwilę w nienaruszonej ciszy. Jedynie odgłos delikatnych fal uderzających o bale pomostu zagłuszały nieco ciszę. Ostatecznie przerwały ją kroki Belli. Widząc stan przyjaciółki i brata, który trzymając w ramionach Jessie w ramionach zapomniał o wszystkim. Stanęła tak w bezruchu i przyglądała się im. Po chwili odurzony jakby wonią sierpniowego jaśminu, Louis odwrócił się i lekko zagubionym wzrokiem spojrzał na siostrę.
- Cześć.- rzuciła niepewnym głosem.
- Cześć, mała.- odpowiedział wyrwany ze swoich przemyśleń.
- Musimy ją stąd zabrać, Louis.
- Wiem, musimy. Chodźmy już.
Wstał, podniósł Jessie i razem ruszyli pomostem na ląd. Po niespełna 15 minutach byli już w domu Jessie. Drzwi otworzyła im jej przerażona matka.
- Dziękuję.- szepnęła, chwytając córkę pod rękę jednocześnie zamykając drzwi.
Bella z Louisem w drodze do domu jeszcze długo rozmawiali o tym, co się wydarzyło tego dnia. Wtedy Bella przypomniała sobie, że w pośpiechu zupełnie zapomniała o Maxie, który sam został w domu. Przyśpieszając kroku weszła do domu, zamykając drzwi przed nosem brata. Światła były zgaszone, a w domu panowała martwa cisza.
- Maax! – krzyknęła Bella. – Max, jesteś?
Jednak nikt nie odpowiadał.
Wyszła z domu i rozejrzała się za chłopakiem. Nigdzie go nie było. Postanowiła, że pospaceruje po Londynie z nadzieją, że gdzieś go znajdzie. Po dłuższym chodzeniu po różnych długich uliczkach, zrezygnowana udała się w stronę domu. Tak idąc w oddali jej oczom ukazał się nikt inny, tylko sam Max. Od razu chciała do niego podbiec i przytulic go mocno do siebie. Idąc krok w krok za nim omijając szkaradne kałuże po deszczu, zawołała go. Chłopak idący po opustoszałej ulicy, odwrócił się. Dziewczyna podniosła rękę chcąc pomachać Maxowi, kiedy zza rogu wyjechał samochód. Usłyszała tylko pisk opon i huk który rozniósł się po mokrej drodze. Stała jak wryta przyglądając się dokładnie wszystkiemu, ktoś wybiega z auta, krzyczy, po ruchach widać ze był zdenerwowany. Panika opanowała całe jego ciało. Po chwili wsiada w samochód. Odjeżdża. Bella zamarła. Na tej samej drodze leżał Max w kałuży krwi. Jednym energicznym ruchem wybiegła na drogę ze łzami w oczach. Upadła na kolana tak ciężko, ze czuła jak kamienie z wybrukowanej ulicy wrzynają się jej w skórę. Patrzyła na jego bladą twarz i sine ręce. Przez łzy łkała ~Max nie rób mi tego. Proszę, nie zostawiaj mnie. Kocham Cię, umrę bez Ciebie.. ~. Uchylił delikatnie powieki. Serce dziewczyny kroiło się na miliard kawałków, kiedy patrzyła jak chłopak zwija się z bólu. Drżącymi dłońmi sięgnęła do tylnej kieszeni spodni i wyjęła telefon. Wykręcając numer , spojrzała na Maxa i wykrztusiła ~już jadą skarbie, patrz na mnie~. Ostatkami sił chłopak złapał ją za rękę i powiedział słowa, które dziewczyna pamiętała do końca. ~Bella dla mnie to już koniec ale obiecaj mi ze będziesz szczęśliwa, ze będziesz żyć tak jak by każdy dzień miałby być twoim ostatnim. Proszę Cię tylko o to. Kocham Cię mała~. Po tych słowach chłopak przymrużył oczy a uścisk jego dłoni na ręce Belli nagle się rozluźnił. Odszedł. Odszedł na zawsze. Twarz dziewczyny zalała się potokiem łez. Wiedziała, że już nigdy nie stanie w jej drzwiach uśmiechnięty na jej widok. Już nigdy nie powie jak bardzo tęskni i jak bardzo ją kocha. Ale wiedziała jedno.. Ze będzie zawsze przy niej. Może nie ciałem. Nie duchem. Ale przynajmniej częścią siebie. W jej sercu.
______
Rozdział autorstwa Anioła Stróża. Dziękujemy bardzo za pomoc, pomysł i stracony czas na pisanie <3
Mamy nadzieję że rozdział się podoba i dziękujemy za komentarze :) Niedługo opowiadanie dobiegnie końca. ale w planach jest już kolejne.
Jak mogłyście uśmiercić Max'a?!
OdpowiedzUsuńNormalnie. Musiał zginąć xd
OdpowiedzUsuń;(( Taki ładny chłopak, nie pomyślałabym że to się tak skończy, poza tym zajebiste.
OdpowiedzUsuńzajebiste ;] tylko końcówka strasznie smutna.
OdpowiedzUsuńf*ck . się porobiło..
OdpowiedzUsuńa się narobiło....nie pozwalajcie Aniołowi Stróżowi pisać xd
OdpowiedzUsuńCiekawy blog. Szkoda Max'a, why?!?!
OdpowiedzUsuń@CarmenLouiAdams
thankyou-forshowingme.blogspot.com
Jeśli będę miała czas, zabiorę się za czytanie :)
OdpowiedzUsuńJest już nowy rozdział :) http://young-crazy-dreams.blogspot.com/ <3 Mam nadzieję, że skomentujesz <3 /Kat
MATKO! ale się porobiło. uhuhuhu. no nic, czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńCiekawy tak samo jak inne wpisy, ale ileż może być tego wszystkiego niech trochę im się wszystkim poukłada ! Ile mamy czekać na kolejny rozdział ? O.o
OdpowiedzUsuńDziś prawdopodobnie pojawi się ostatni rozdział :)
Usuń